Wśród uczniów krakowskich podstawówek krąży przerażająca opowieść. Otóż jeden z nich tak długo i intensywnie przebywał w sieci, że… wciągnęła go cyberprzestrzeń. Nieszczęsny jest teraz zagubiony w miejscu, które fizycznie nie istnieje. Chociaż… Prawdą danego zjawiska jest sam fakt jego wystąpienia, nie zaś obiektywna rzeczywistość. Skoro dla tych dzieci cyberprzestrzeń jest przestrzenią namacalną i realną, to niech tak będzie. Najciekawszy świat – przynajmniej z punktu widzenia antropologa – to świat wyobrażony, ukształtowany przez nasze sądy i opinie o zasadach jego funkcjonowania. Większość ludzi nie ma może tak materialnego obrazu cyberprzestrzeni, ale prawdą jest, że coraz więcej ludzi zaczyna się w niej gubić. Gubią się w definicjach tego zjawiskach, w próbach określeniach jego granic, w możliwościach wyznaczenia jego specyficznych cech.

Cyberprzestrzeń może być definiowana jako przestrzeń wirtualna, utworzona przez zgromadzone w Internecie zasoby, bądź też jak iluzja wygenerowana przez specjalne oprogramowanie i sprzęt (okulary, rękawice i hełmy VR). Bardziej popularne, przynajmniej ostatnio, jest to pierwsze określenie, wywołujące jednak pewne poczucie zagubienia właśnie. Bo jak tłumaczyć jedno pojęcie używając do tego celu drugiego, równie niejasnego i rozmytego? W języku polskim „wirtualny” posiada aż cztery znaczenia: w ujęciu potocznym to, co wirtualne jest przeciwieństwem tego, co realne. Oznacza sztuczność, iluzję, coś niemożliwego lub wyobrażonego. Drugie ujęcie odwołuje się do filozofii i koncepcji wirtualności jako „bycia w potencji”, możliwego, ale nie aktualnego zaistnienia. Trzeci aspekt to punkt widzenia informatyki i przetwarzania danych, w którym „wirtualny” oznacza zapisany w postaci cyfrowej, jako oprogramowanie, baza danych, hipertekst itp. Ostatnie wreszcie znaczenie terminu „wirtualny”, to utożsamienie go z iluzoryczną rzeczywistością generowaną przez komputery.
Eiren

Jak więc rozumieć cyberprzestrzeń? Czy ograniczać się tylko do wizji ogromnej ilości komputerów, kabli i serwerów, czy skupić się raczej na jej humanistycznym aspekcie – na obrazie przestrzeni stworzonym indywidualnie przez każdego z jej użytkowników?

Jako antropolog pominę ten jej najbardziej technologiczny i informatyczny wymiar, cyberprzestrzeń jest dla mnie przede wszystkim przestrzenią wyobrażoną, stworzoną przez umysły używających ją ludzi. Stąd też badanie cyberprzestrzeni byłoby badaniem masowych wyobrażeń, które w tym przypadku mogą być wyjątkowo ciekawe. Jest to bowiem przestrzeń bardzo specyficzna, nieograniczona żadnymi, ani geograficznymi, ani czasowymi granicami. Przestrzeń, gdzie nie obowiązują prawa fizyki, której nie można zlokalizować, w której inaczej płynie czas. Na dodatek jest ona zaludniona przez nierealne istoty, stworzone na obraz i podobieństwo swoich realnych odpowiedników, a jednak z nimi nie tożsame. O kreacji osobowości on-line wiele już napisano, jej możliwości są niemal nieograniczone. Można zmienić płeć, wiek, rasę, wykształcenie, charakter itp. Co więcej – nasze wcielenie (awatar) niekoniecznie musi przybrać ludzką formę. Niczym w baśni możemy zamienić się w cokolwiek – przedmiot, roślinę, zwierzę. Jakąkolwiek formę byśmy jednak przybrali, nie jest ona w dalszym ciągu ograniczona żadnymi prawami – nie narzuca nam treści. Jako zwierzę możemy rozmawiać z awatarami ludzkimi, jako postać fantastyczna możemy zamieszkiwać w którymś z licznych wirtualnych światów, możemy latać, przenikać przez ściany, „teleportować” się z jednego odległego miejsca do drugiego w przeciągu paru chwil itd. Aby poczuć ten bezkres i bezczasowość cyberprzestrzeni, niekoniecznie trzeba używać jakiegokolwiek środowiska graficznego typu cyber – miasto. Sam fakt poruszania się po sieci, płynnego „przemieszczania” się od jednej strony do drugiej (pomijając szybkość łącza), wirtualnego przekraczania granic państwowych, możliwości korzystania z serwisów utworzonych na innych kontynentach, komunikowania się z ludźmi z innych stref czasowych i kręgów kulturowych, zaburza nasze tradycyjne wyobrażenie czasu i przestrzeni. Pozbawieni takich ram, tworzymy w swoich umysłach własne wizje wirtualnego świata, do którego – mniej lub bardziej świadomie – przenosimy schematy poznawcze, a wręcz pewne aprioryczne formy takie właśnie jak przestrzeń i czas. Człowiek postawiony przed zjawiskiem do końca nie zbadanym, nieznanym lub trudnym do zrozumienia, w taki właśnie sposób je sobie przybliża, oswaja. Narzuca na to, co niepojęte znaną i akceptowaną siatkę pojęciową, dzięki której przestaje czuć się obcy i zagubiony. Trudno powiedzieć, czy i jak ludzie projektują swoje sądy dotyczące rzeczywistości na cyberprzestrzeń. Jednym ze sposobów poznania tych wyobrażeń jest analiza języka używanego przez użytkowników Internetu, prześledzenie metafor, znalezienie ukrytych znaczeń i podtekstów. Takie badania byłyby próbą poznania językowego obrazu świata, a w tym konkretnym wypadku cyberprzestrzeni. Co się z niego wyłoni, jakie tajemne krainy tworzy nasz wyobraźnia? Gdzie jesteśmy, gdy mówimy, że jesteśmy „w sieci”, jaka jest wirtualna geografia i fizyka, jaki jest świat on-line?