Stałym trendem obecny w internecie od początku jego istnienia jest tendencja do poszerzania przepustowości łączy, w tym przede wszystkim – sieci szkieletowej. Niewątpliwie jest to dziedzictwo przeszłości, w której brak wystarczającej przepustowości łącz wraz ze stosunkowo ograniczoną mocą obliczeniową maszyn, stanowił główną barierę w powszechnym dostępie do komputerów. Z obu wymienionych wyżej powodów, sieci komputerowe wykorzystywane były do badań naukowych oraz celów militarnych, zaś w bardzo niewielkim jedynie stopniu do rozrywki. Szybko okazało się jednak, że funkcjonowanie dużych struktur opartych o rozwiązania sieciowe wiąże się z samorzutnym znajdowaniem dla nowego rodzaju komunikacji, zastosowań odmiennych od zakładanych. W przypadku sieci były nimi: poczta elektroniczna oraz sieciowe gry fabularne (MUDy). Początkowy okres rozwoju internetu (czy ante-internetu) to zasadniczo rozwój w oparciu o „wysoką” kulturę hakerską, z jej etyką oraz przekonaniem o zbawczej roli maszyn liczących w ludzkiej przyszłości.

Sytuacja zaczęła się jednak szybko zmieniać. Upowszechnienie się komputerów oraz powszechnego dostępu do sieci spowodowało, że obecna była już masa krytyczna niezbędna do rozpoczęcia się reakcji łańcuchowej w powszechnych możliwościach publikowania w sieci. Ostatnią barierą był brak znajomości technologii pozwalającej strony przygotowywać i publikować je w sieci. Upowszechnienie się edytorów stron działających w trybie WYSWIG było dołożeniem do tego zapalnika i uruchomieniem całości. Od tego momentu nastąpił boom internetowych „publikacji”, których jakość obniża się w tempie geometrycznym (jeśli nie szybciej).

Tym co jednak najgorsze i co może być początkiem końca Internetu jaki znamy, jest powszechne oczekiwanie na udostępnienie w jego ramach jeszcze bardziej wydajniejszej infrastruktury, mającej umożliwić ostateczny triumf kulturze obrazkowej nad kulturą słowa pisanego. Jak wskazują badania [CASTELLS 2003:216] amerykański internauci czas poświęcany na surfowanie po Sieci wygospodarowywali głównie z czasu spędzanego poprzednio przed telewizorem. Wziąwszy pod uwagę fakt, że oferowane przez Internet dobrodziejstwa są w swej większości tekstami, stanowiło to namiastkę dostępu do słowa pisanego. Co ważne to fakt, że był to niejako przymus narzucany technologicznymi ograniczeniami Sieci. Wraz ze wzrostem jej możliwości technologicznych należy spodziewać się odwrotu znacznej części użytkowników do tradycyjnie internetowego tekstu (hipertekstu) na rzecz szeroko rozumianych multimediów. Po co właściwie czytać wiadomości, skoro można ich posłuchać czy jej obejrzeć? Już w najbliższej przyszłości należy się wiec spodziewać fali internetowego populizmu, serwowanego głównie przez duże koncerny medialne zainteresowane przełamaniem obecnego stanu rzeczy. Działania te trafiać będą niestety na podatny grunt tęstknoty za pozorną estetyką obrazów w miejsce ordynarnego tekstu.

Wraz z upowszechnianiem się danych mulimiedialnych Internet zaczyna także tracić główne swe zalety w integrowaniu ludzi. Coraz szersza obecność urządzeń przesyłająch w czasie rzeczywistym dźwięk i obraz wyeliminuje takie formy internetowego kontaktu jako komunikatory, tekstowe czaty, czy bazujące na tekstowych enginach wirutalne światy. Nie będzie można już mówić o promowaniu w Sieci ludzi inteligentnie posługujących się słowem, znacznie ograniczona zostanie także możliwość tak charakterystycznych dla sieciowych znajomości eksperymentów z tożsamościami. Wspominany przez Turkle casus chatowo-MUDowej atrakcyjności – umiejętność szybkiego formułowania myśli i szybkiego pisania na konsoli – zaniknie na rzecz klasycznej estetyki fizycznej, z jej uprzedzeniami w stosunku do ludzi szpetnych czy po prostu innych. Wirutalne światy staną się więc jeszcze jednym polem doboru naturalnego, realizowanego w oparciu o zasady atrakcyjności fizycznej, premiowanej w ewolucyjnym wyścigu genów. Po części o związanym z fizycznością upadku internetu pisał już u nas cybersquatter.

Czy jest możliwa powszechna obrona wartości hiperTEKSTOWYCH na obecnym etapie rozwoju sieci, czy też bitwa została już przegrana? Historia (także ta społeczna) uczy, że jest już chyba po wszystkim. Można mięć tylko nadzieję, że wykształci się coś w rodzaju internetowej „kultury wysokiej”, gdzie zachowana zostanie pamięć o tym czym Sieć była na początku

literatura CASTELLS M., 2003, Galaktyka Internetu. Refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeństwem, Poznań.
TURKLE S., 1997, Life on the Screen. Identity in the Age of the Internet, New York.