w swoim jak zawsze ideowo płodnym terminalowym blogu, Alek Tarkowski opublikował tekst zatytułowany spoof pages: sieciowe zabawy z tożsamością inaczej, będący polemiką z poglądami zaprezentowanymi w szerokopasmowej ślepej uliczce.

tekst AT pokazuje przede wszystkim dwie rzeczy: (1) różnorodność spojrzeń na niektóre elementy cyberkultury i (2) różnorodność wyciąganych stąd wniosków. właśnie w taki (czyli różny) sposób można spoglądać na to, co w AT określa jako cyberprzebieranki tudzież maskarady. nie twierdziłem i nie twierdzę, że aktywność tego typu jest najważniejszą ludzką aktywnością w sieci. uważam ją jednak za element ważny, dostrzegam bowiem przewagę i-netu nad tradycyjnymi mediami i tzw. realem, które takiej możliwości nie udostępniają. truizmem byłoby stwierdzenie, że każda rzecz może być wykorzystywana na różne sposoby, często (a właściwie przede wszystkim) w sposób nie przynoszący jej chwały. IMHO tak właśnie eksperymenty/zabawy z sieciowymi tożsamościami postrzega AT, dla którego stanowią one margines kultury sieci, kojarzący się głównie z niewybredną rozrywką.

można mieć zastrzeżenia do metodologii patricii wallace, jednak w podobnie podejście do problemu tożsamości w sieci prezentuje sherry turkle w life on the screen, a ciężar gatunkowy publikacji turkle jest zupełnie inny. no, przynajmnie dla mnie…

wbrew pozorom szerokopasmowa ślepa uliczka nie wyraża tęskonty za pozłacanym wiekiem, a jedynie obawę, że dominującymi elementami w sieciowych znajomościach staną się – jak w życiu – czynniki fizyczne, co sprawi, że Sieć może starcić wiele ze swej integującej ludzi natury. dla mojego postrzegania sieci, cyberprzebieranki są jej immanentnym, aczkolwiek nie jedynym elementem. bez potencjalnej (i oczywiście iluzorycznej) chociażby anonimowości, i-net przestaje być tym czym znamy, a staje się mutacją konwencjonalnych sposobów komunikacji, nie zawsze i nie wszędzie się sprawdzających.

spoof pages o których pisze AT, to z kolei dla mnie zupełnie inna kategoria. inna, bo opierająca się nie na orygialnym pomyśle, a jedynie na chęci zdyskredytowania czyichś poglądów. nie mogę nie zgodzić się z pomysłowością tego typu rozwiązań, jednak IMHO bliżej im do oszustwa, niż eksperymentu mającego pomóc w zrozumieniu siebie. niewątpliwe są one jednak użyteczne z powodów socjotechnicznych, chociaż nie przeceniałbym ich wpływu na odwiedzających je internautów. zjawiskom tego typu bliżej chyba do tworów typu program polityczny partii…, przekonujących jedynie przekonanych