O informacji pisze się różnie. W mainstreamie jednak, oficjalnych przemówieniach, strategiach w rodzaju eEurope czy podręcznikach akademickich zazwyczaj z nabożnością. Informacja stała się zasadniczą siłą przemian na wszystkich poziomach życia, dała nazwę nowej gospodarce i nowemu społeczeństwu. Stała się wytrychem dla idei w rodzaju trzeciej fali, które z kolei przepoczwarzyły się we wpływowe doktryny polityczne. Informacja na trwale weszła do dyskursu emancypacyjnego, tzn. ma dać nam nowe, nieznane wcześniej możliwości, wyzwolić ze starych ograniczeń, skruszyć mury, które krępowały dotąd inwencję grup i jednostek, sprawić by przestrzeń geograficzna przestała być licząca się zmienną w rozwoju ludzkości i człowieka. Oczywiście jeśli ktoś ma czas i trochę krytycznego zmysłu bez trudu dociera do mroczniejszych aspektów hegemonii informacji i gubi się rzecz jasna w ilości możliwych frontów na jakich można toczyć walkę z dyktaturą informacji. Mainstream również dostrzega wielorakie problemy i wyzwania jakie stawia przed nami wiek informacji. Jest jednak optymistyczny, definiuje problemy i stara się dla nich znaleźć rozwiązania. Wydaje ogromne pieniądze na tworzenie systemów gromadzenia i wyszukiwania informacji, kształci psychologów i specjalistów od human relations, którzy mają nas poprowadzić za rękę przez gąszcz informacji, wydaje popularne poradniki, uspokaja w telewizji i nie przestaje kusić kolejnymi gadżetami w reklamach.

Spróbujmy wyruszyć więc w podróż w poszukiwaniu informacji czy naprawdę zagraża nam nadmiar informacji i czy te ewentualne zagrożenia dadzą się jakoś skonkretyzować? Bez może wielkich ambicji zaprezentowania jednoznacznej odpowiedzi, raczej by stworzyć taki przyczynkowy obraz problemu. Można zacząć od psychologii. Istnieje nurt psychologii traktujący umysł jako system przetwarzania informacji. Prawidłowe funkcjonowanie człowieka zależy tyleż od sprawności i indywidualnych samego systemu jak i zewnętrznych warunków w jakich przetwarzanie to zachodzi. Dowiedziono w licznych badaniach, że człowiekowi nie sprzyja zarówno niedobór jak i nadmiar informacji. Obie sytuacje wywołują niepokój. Pierwsza dla której modelem może być zamknięty ciemny pokój, powoduje lęk przed czymś nieznanym, niewidocznym zagrożeniem, poczuciem iż nie ma się wpływu na swoją sytuację. Druga dla której modelem niech będzie po prostu Internet z niezmierzoną ilością odsyłaczy i dróg którymi można podążać powoduje nadmierne obciążenie umysłu, nieumiejętność podjęcia jednej decyzji, nerwowość, nieumiejętność konsekwentnego i spójnego działania. Nie są te cechy typowo ludzkie. Badania nad szczurami wykazały obie te zależności. Dla przykładu naukowcy pod przewodnictwem Michaela Mendla opisali doświadczenie w którym część populacji tych gryzoni pozostawiono w stabilnych warunkach zaś część w warunkach częstej zmiany czynników zewnętrznych (czyli zmusili je do ciągłego przetwarzania informacji). Okazało się, że szczury, którym co chwila zmieniano warunki w klatce wpadały w depresję, traciły apetyt i były mniej aktywne. Może nie bez powodu więc walkę o godne miejsce w Nowym Wspaniałym świecie nazwano wyścigiem szczurów. Sympatycznych gryzoni, cichych współtwórców gigantycznych sukcesów nauki nie obrażając.

Psychologia pozwala nam wyobrażać sobie sytuacje konkretne, jednostkowe. Problem zaś ma bez wątpienia także wymiar systemowy. Przywołać tu można Zygmunta Baumana, który w wywiadzie – rzece „O pożytkach z wątliwości” pisze, iż współczesny człowiek zmuszony jest do poszukiwania indywidualnych rozwiązań dla problemów systemowych, w istocie nierozstrzygalnych. Człowiek współczesny ma obowiązek narzucony mu przez współczesną kulturę zarządzania własnym życiem, tworzenia projektu siebie i realizowania go. Odrzucenie tego ma przykre konsekwencje, np. w postaci etykietki osoby niesamodzielnej, nie potrafiącej wziąć stery w swoje ręce. Tymczasem ocean świata przez który idzie mu żeglować nie można ująć w żadna sensowną i niezmienną mapę. Suma działań jednostek i grup na całym globie nie daje się w żaden sposób policzyć i przewidzieć. Żyjemy w społeczeństwie ryzyka jakim opisał go Ulrich Beck, w społeczeństwie gdzie całe gałęzie medycyny zajmują się wynajdowaniem leków na choroby spowodowane stosowaniem innych leków. Innymi słowy, żadna największa nawet ilość informacji nie daje mi gwarancji skutecznego funkcjonowania w świecie. Pozostawia się mi jednak świadomość, iż to ode mnie wszystko zależy i że prawdziwą porażką jest przestać wierzyć w sprawczą moc swoich planów i wysiłków. Nawet jeśli przez chwilę ogarnia nas niemoc i niechęć do wszystkiego, np. w listopadzie (listopad to dla świata niebezpieczna pora) są przecież świetne leki antydepresyjne. Nawet bez recepty. I kolorowe poradniki. Z Ameryki. Bierzemy więc te tabletki i wracamy odrodzeni (zreperowani? stuningowani?) na niwę projektów, planując co uda się zrobić w tym roku, jak zaprojektować swoją przyszłość edukacyjną czy zawodową, dopasowujemy swoje działania do idealnego cv jakie chcielibyśmy kiedyś przedstawić idealnemu pracodawcy. Aż do następnej awarii.

To dwa przeciwstawne ujęcia, z jednej strony psychologiczne bardzo bliskie jednostkowej, niepowtarzalnej sytuacji, z drugiej makrosocjologiczne starające się znaleźć uniwersalną formułę dla współczesności. Spróbujmy bliżej przyjrzeć się temu wszystkiemu co można by umieścić pośrodku a zwłaszcza temu co ma bezpośredni związek z informacją w erze internetu. Jeśli czytamy gdzieś o wadze samej informacji, niejako wyizolowanej, sposobach jej pozyskiwania, selekcjonowania, klasyfikowania to na ogół są teksty z dyskursu technicznego, marketingowego czy popularnej psychologii. Na taką izolację nie przystają różnej maści humaniści, podkreślając, iż wyrwanie jej z triady informacja – wiedza – mądrość to najkrótsza droga do okaleczenia człowieka i ludzkości. Sama mnogość informacji w żaden sposób nie tworzy wiedzy, potrzebne są metanarzędzia jak choćby logika czy zdolność krytycznego myślenia. Podobnie nagromadzona wiedza, z nawet wielu dziedzin nie jest z definicji mądrością. Do tego niezbędne jest życiowe doświadczenie, osadzenie swojej wiedzy i swoich działań w kontekście etycznym i usensowienie jej, nadanie jakichś znaczeń dających większość trwałość niż zapisane na elektromagnetycznym nośniku bity. Chciałoby się tu powtórzyć słynne słowa Tomasza Eliotta: Where is the Wisdom,we have lost in knowledge? Where is the Knowledge, we have lost in information?

Te dwa dyskursy ścierają się w różnych okolicznościach, choćby przy okazji dyskusji nad programami nauczania. Podczas gdy jedni widzieliby w programie liceum podstawy filozofii, by wykorzystać naturalne predyspozycje młodzieży w tym wieku, do spierania się z Bogiem czy Platonem, drudzy przekonują o niezbędności przedmiotu na którym młodzież dowie się jak zakodować swoje życie w cv by nie można o nim powiedzieć, że jest zmarnowane lub też jakie rodzaje spółek są w kodeksie handlowym. Innymi słowy: czy uczyć młodzieży refleksyjności, solidności, umiarkowania ryzykując iż nie poradzi sobie w drapieżnym świecie, w którym informacją należy posługiwać się jak rewolwerowiec, zostawiając problemy Platona w jego jaskini? Czy też uczyć ją technicznych i psychologicznych sztuczek pozwalających na sprawne adaptacje do wszelkich warunków ryzykując, iż stworzymy człowieka niepełnego, z jakąś wadą ukrytą, która da o sobie kiedyś dać w złowrogi sposób?

Marcin „cyberbadacz” Wiatrów