Eiren

Dzienniki telewizyjne całego świata dnia 31 sierpnia 1997 roku nadały jako główną tę samą wiadomość: Diana Spencer, księżna Walii, zmarła o trzeciej nad ranem w wyniku ran odniesionych w wypadku samochodowym. Miała 36 lat.

Taki właśnie był początek niezwykłego zjawiska społecznego, które swoim zasięgiem i natężeniem zdumiało wszystkich. Jego skala stała się ewenementem: zapewne po raz pierwszy mieszkańcy całego globu mogli uczestniczyć w kolektywnym przeżywaniu emocji związanych ze śmiercią znanej osoby. Reakcja ludzi na to wydarzenie zaskoczyła naukowców – socjologów i psychologów społecznych, była także szokiem dla mediów. Niemal natychmiast po zakończeniu ceremonii pogrzebowych rozpoczęły się liczne dyskusje, które miały rzucić nieco światła na ten niezwykły fakt społeczny. Na jednym z uniwersytetów otwarto cykl wykładów pod wspólnym tytułem „Mit i polityka – od księżnej Walii do Królowej Ludzkich Serc”, poświęcony badaniu rozmaitych aspektów życia i śmierci Diany. W prasie pojawiło się wiele artykułów poświeconych temu fenomenowi, będących często dziełem socjologów czy nawet religioznawców. Pośród tych, którzy dodali swój głos do debaty nad społeczną rolą znanych osobistości, brakowało jednak antropologów. Oto jak na ten temat wypowiedział się jeden z nich: „Pośród wszystkich akademickich i literackich głosów komentujących śmierć Diany (…) i reakcje na nią, było wielu przedstawicieli nauk społecznych lecz, przynajmniej według moich obserwacji, żadnych antropologów. Pominę już fakt, iż media nie wiedzą, kim są antropolodzy i rzadko się do nich zwracają. Jest to sytuacja paradoksalna. Antropolodzy bowiem powinni być pierwszymi specjalistami, do których się kierują w podobnych okolicznościach. (…) To oczywiste, że antropologa właśnie interesują detaliczne analizy rytuałów dotyczących pogrzebu, interpretacje wymowy rozmaitych darów wotywnych czy wreszcie funkcje ksiąg kondolencyjnych”. Faktycznie – zaistniała po śmierci księżnej sytuacja może stać się wręcz kopalnią tematów dla badaczy zainteresowanych kulturą, której są nie tylko członkami, ale i uczestniczącymi obserwatorami.

Diana Spencer to obecnie postać wyobrażeniowa, nie mająca zapewne wiele wspólnego z realną osobą. Póki żyła, stanowiła ulubiony obiekt paparazzich, dla których była ucieleśnieniem pięknej, eleganckiej i niezwykle ciekawej osoby. Kolorowe pisma pełne były opisów rozmaitych skandalów z jej udziałem, kolejnych romansów i znajomości. Jej suknie, buty i fryzura były dla tysięcy, a może nawet milionów ludzi ważniejsze niż sama instytucja monarchii brytyjskiej. Dianę często krytykowano – za rozrzutność, za styl bycia niezgodny z dworską etykietą i jej rolą jako księżnej, za znajomości z niewłaściwymi osobami. I oto nagle jej śmierć zmienia totalnie, przewartościowuje ten wizerunek: z młodej kobiety lubiącej piękne stroje i rozrywkę staje się…no właśnie, kim? Aniołem dobroci, królową ludzkich serc, ofiarą monarchii, pokrzywdzoną przez los, nieszczęśliwą, ale silną kobietą, która chciała rozpocząć nowy etap w swoim życiu, dobroczyńcą i opiekunką ubogich, niemalże świętą. Dlaczego? Postaram się rzucić nieco światła na tę właśnie kwestię. Jednakże nie będzie to opowieść o Dianie. Losy księżnej staną się tylko pretekstem do zarysowania bardziej złożonego zjawiska jakim jest obecność myśli mitycznej na obszarze kultury masowej. Wbrew pozorom jest to zagadnienie na tyle wielowarstwowe i wielowymiarowe, iż nie sposób ująć wszystkich aspektów tego fenomenu kulturowego. Dlatego też ograniczyłam zasięg badanych źródeł, opierając się przede wszystkim na autentycznych wypowiedziach ludzi przeżywających niezwykle emocjonalnie wszelkie fakty dotyczące życia i śmierci księżnej, pozyskane w nietypowy dla antropologii sposób – za pomocą Internetu. Są to wpisy do wirtualnych ksiąg kondolencyjnych i stron poświęconych Dianie, zebrane – dla porównania – z oficjalnych i zupełnie prywatnych witryn internetowych. Z natury tych wpisów wynika, iż dotyczą one nie tylko okresu bezpośrednio po śmierci lady Di w 1997 roku, lecz także sięgają dwa czy nawet trzy lata później, a więc prawie do chwili obecnej. Opierając się głównie na nich, skupiam się przede wszystkim na okolicznościach śmierci, pogrzebu i żałoby po Dianie, zaś główny nacisk kładę na analizę owych wypowiedzi, przy uwzględnieniu szerszego kontekstu, jakim są relacje prasowe i telewizyjne.

ŻYCIE

Od oficjalnego ogłoszenia zaręczyn w lutym 1981 roku, nieśmiała dwudziestolatka stała się ulubienicą całej Anglii a z czasem i całego świata. Śledząc koleje jej życia jako uczennicy, przedszkolanki i księżnej, odnaleźć można początki tego, co później złożyło się na jej legendę. Los Diany nasuwał bowiem liczne skojarzenia z postaciami z bajek a media tylko ten wizerunek podtrzymywały, wychodząc naprzeciw publicznym oczekiwaniom.

Młodzieńczy okres życia Diany został nazwany prze media fazą brzydkiego kaczątka. W tym to właśnie momencie pojawia się pierwszy wątek baśniowy – brzydka, nieciekawa dziewczyna z rozbitego domu, powoli (i to na oczach całego świata) przekształca się w łabędzia. Już zapewne w tym momencie wiele nastolatek w jej wieku znalazło w niej osobę, z którą mogłyby się identyfikować. Cóż dopiero wspominać o przełomowym dla Diany roku 1977!

Młoda, naiwna dziewczyna poznała bowiem prawdziwego księcia, który poślubił ja i zabrał na swój zamek. Wcześniejsze kontakty księcia Karola z Sarah Spencer, dopełniły kolejnego wątku tej baśni – o względy królewicza ubiegała się najpierw starsza siostra, Kopciuszek pozostał w cieniu. Na światło dzienne, a także blaski fleszy wydobyły Dianę dopiero oficjalne zaręczyny. Zaczęły się przygotowania do ślubu stulecia. Ogromne zainteresowanie panną Spencer i ceremonią sprawiły, że Diana stała się nagle jedną z najpopularniejszych osób w kraju. Dzięki uczuciu, ale także staraniom licznych doradców, wypiękniała i rozkwitła. Zmuszona przez sytuację do częstego pokazywania się przed kamerami, zadbała o siebie, nauczyła się dworskiej etykiety. Nadal jednak wzruszała i budziła sympatię swoją nieśmiałością i świeżością, nieujętą w sztywne ramy królewskiego protokołu, nazywano ją wręcz „Shy Di”.

Można powiedzieć, że postać Diany zaspokajała charakterystyczną dla kultury masowej potrzebę pocieszenia i uspokojenia odbiorców. Diana stała się bohaterką idealnie wpasowującą się w oczekiwania masowego widza. Jeden z niemieckich socjologów określił ten proces schematyzacji postaci znanej i lubianej osoby publicznej, jako przekształcanie się w ikonę. Jak zaś pisze U. Eco odnośnie literatury popularnej:”…operuje (ona) charakterami prefabrykowanymi, tym łatwiejszymi do przyjęcia i tym bardziej lubianymi, im bardziej są znane, a w każdym razie wolne od subtelności psychologicznych, podobnie jak postacie z bajek.” Diana zaś idealnie odpowiadała znanym na całym niemal świecie wizerunkom brzydkiego kaczątka i Kopciuszka. Dla jednego z pracujących w Ameryce wietnamskich dziennikarzy, Diana przypomina wręcz typową postać ze wschodnich bajek. Konkluduje on: „Każdy może znaleźć odbicie samego siebie lub własnego kulturowego mitu w historii Diany.” Faktem jest, że od momentu zaistnienia lady Di w mediach, nikt już, może z wyjątkiem jej najbliższych znajomych i rodziny, nie znał i nawet nie chciał poznać prawdziwej osoby, wszyscy oczekiwali natomiast spełnienia „na żywo” baśniowej fabuły. Diana stała się swojego rodzaju „hasłem wywoławczym”, które pociągało za sobą rozmaite konotacje, będące zaczątkiem jej późniejszego, zmityzowanego wizerunku.

Jednakże okres od zaręczyn do urodzenia synów to czas, kiedy księżna odbierana była jeszcze w kategorii sławnej osoby, wzoru do naśladowania, idola. Jej ślub, transmitowany na cały świat, zobaczył prawie miliard mieszkańców globu, na trasie przejazdu młodej pary zebrało się ponad 600 tys. londyńczyków. Trudno powiedzieć, czy w tym szczęśliwym dla Diany okresie życia, wiele osób identyfikowało się z nią. Atmosfera luksusu, władzy i stylu bycia wyższych sfer, nie była bliska przeciętnemu człowiekowi. Czytano raczej artykuły o niej, oglądano zdjęcia i relacje w telewizji na tej samej zasadzie, na jakiej sięga się po literaturę popularną. „Dla uruchomienia opowiadania potrzebny jest stygmat władzy i wysokiego urodzenia sprzężony z aurą sentymentalizmu” – pisze o filmowej pop-historii R. Marszałek. Tak właśnie było odbierane życie Diany – jako ciekawa opowieść, nieco egzotyczna, ale fascynująca.

Okres pomiędzy rokiem 1982 a 1986 można by zaliczyć do spokojnych w życiu księżnej Walii, jeżeli by oprzeć się tylko na doniesieniach prasowych i oficjalnych wypowiedziach. Dopiero później dwie skandalizujące książki o Dianie A. Mortona „Diana. Prawdziwa historia” i N. Daviesa „Diana. Samotna księżna”, pokazały, jak w rzeczywistości wyglądało „bajkowe” małżeństwo. Bulimia, próby samobójcze, okaleczenia, obopólne zdrady, konflikty z królową – właściwe nic nie zostało z pogodnej wizji „żyli długo i szczęśliwie”. Wizerunek dobrej żony, przykładnej matki i perfekcyjnie spełniającej swoją rolę przyszłej królowej, legł w gruzach. Kolejne lata 1986-1990 to prawdziwa wojna pomiędzy Dianą a rodziną królewską. Załamana i bezbronna dotychczas księżna, zaczęła nabierać sił do walki – wyleczyła się z bulimii i zaangażowała w działalność dobroczynną. Jej nowy wizerunek znowu trafił na społeczne zapotrzebowanie. Kolejna grupa kobiet zaczęła się z nią identyfikować – mówiąc słowami zaczerpniętymi z jednej z internetowych stron – były to głownie: „… zdradzone i oszukane przez mężów, będące w depresji, chore, samotne i szukające miłości.”

Po ogłoszonej w 1992 roku separacji i wreszcie po słynnym wywiadzie Diany dla telewizji BBC, obraz Kopciuszka został zastąpiony przez kolejny, równie schematyczny – kobiety pokrzywdzonej przez los. Złą wróżką okazała się być królowa Elżbieta, nieprzychylna młodej synowej. Diana wysunęła wobec niej liczne oskarżenia, nieoficjalnie mówiono, że wiele afer z udziałem księżnej, jak chociażby słynny skandal z podsłuchaną rozmową telefoniczną, było dziełem rządowych organizacji wywiadowczych – MI6 czy MI5 – działających być może na polecenie samej królowej. Rodzina królewska nie pozostawała dłużna wobec swojej krnąbrnej członkini. Jednakże sympatia ludzi była po stronie Diany. Dlaczego? Po pierwsze uważano, że skostniała etykieta dworska, organizująca stosunki w rodzinie Windsorów, jest przeżytkiem, który zniszczył autentyczne uczucie Diany do męża. Po drugie: obwiniano Karola nie tylko o długotrwały romans z Camillą Parker – Bowles, ale o chłód okazywany żonie i brak wszelkiej spontaniczności w kontaktach z nią. Księżna była teraz postrzegana jako piękna, młoda, nieszczęśliwa i samotna.. Połączenie współczucia i sympatii wobec skrzywdzonej Diany spowodowało, iż zaczęto spostrzegać ją jako niewinną ofiarę okrutnego losu. Taki jej wizerunek pogłębił się jeszcze po rozwodzie w 1996 roku powodując nową falę empatii. Dołączył do niego także kolejny element: obraz Diany – dobroczyńcy. Podczas swojego małżeństwa z Karolem Diana była przewodniczącą lub patronką ponad stu instytucji charytatywnych zajmujących się głównie bezdomnymi, niepełnosprawnymi czy chorymi na AIDS. Jej słynny gest podania dłoni zarażonemu wirusem HIV był szeroko komentowany na całym świecie. Pomimo, że po roku 1993 Diana ograniczyła swoją działalność, a po rozwodzie zrzekła się wręcz większości funkcji publicznych, jej zaangażowanie społeczne nadal budziło silny oddźwięk u ludności nie tylko Wielkiej Brytanii. Warto podkreślić, iż podobne zaangażowanie społeczne przejawiali inni członkowie rodziny królewskiej – przede wszystkim księżniczka Małgorzata i księżniczka Anna, a także książę Karol. Mimo to filantropia wszystkich Windsorów nie spotkała się z podobnym uznaniem, jak aktywność Diany. Politycy, szczególnie nastawieni konserwatywnie, potępiali angażowanie się księżnej Walii i wytykali jej wiele dyplomatycznych potknięć i gaf. W oczach jednak przeciętnych ludzi objawiła się wtedy po raz pierwszy jako królowa ludzkich serc. Ironiczne początkowo określenie „Matka Teresa z Londynu” z czasem zaczęło nabierać zupełnie innego znaczenia, szczególnie zaś po osobistym nawiązaniu przez Dianę kontaktu z misjonarką z Kalkuty.

Księżna Walii w ostatnich latach swego życia stała się wzorem do naśladowania: niezależna, samodzielna, zaangażowana w szczytne cele, potrafiąca wzbudzić sympatię i uznanie swoją siłą i charyzmą, była symbolem nowoczesnej kobiety. W niedługim czasie następna grupa kobiet zaczęła się z nią identyfikować: były to osoby szukające jak Diana nie tylko swojego miejsca na ziemi, ale też i miejsca u czyjegoś boku. Oto księżna, która spełniła się znakomicie w roli dobroczyńcy, zwróciła się teraz ku swojemu życiu prywatnemu. Latem 1997 roku odnowiła swoje kontakty z milionerem Dodi Al. Fayed’em i spędziła z nim wakacje. Nowy romans Diany, obserwowany oczami paparazzich przez cały świat, kwitł. Para starała się uchronić swoją prywatność, ale na to było już za późno. Wszyscy chcieli uczestniczyć w czekającym ich happy endzie. „Kiedy Diana odnalazła nową miłość, zdawało się to być nie tylko spełnieniem jej własnych marzeń, ale też snów tysięcy kobiet, które chciały postawić się na jej miejscu.” To prawda, księżna, która była już brzydkim kaczątkiem i Kopciuszkiem teraz stała się Śpiącą Królewną. Wolna od dworskiej etykiety, od ścisłej kontroli sprawowanej nad jej zachowaniem przez królową Elżbietę, od oficjalnej roli żony następcy tronu, nawet od tytułu „Jej Królewska Wysokość”, przebudziła się do nowego życia dzięki nowej miłości. Tak właśnie odebrano tę historię – niczym epilog wzruszającego melodramatu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że zakończy się on zgodnie z wymogami gatunku – śmiercią bohaterów.

Osobnym zagadnieniem, które pojawia się w związku z postacią Diany jest zapotrzebowanie na fabułę, podkreślane już w związku z serialami. „Dawniej ludzie słuchali aojdów i rapsodów, potem mistreli i trubadurów, potem zaczęli czytać powieści i oglądać filmy w kinach, teraz oglądają filmy w domu na video (…) oraz seriale w telewizji. Wszystko po to, aby zanurzyć się w opowiadaną historię i przeżycia bohaterów…” W wypadku powieści filmowych, a szczególnie telewizyjnych, widzowie żądają realizmu, wysokiego stopnia prawdopodobieństwa czyli „życiowości” i łatwego sposobu przekazu. Tego wszystkiego dostarczała prawdziwa przecież opowieść o pięknej księżniczce, rozgrywająca się na oczach całego świata. Tę potrzebę zanurzenia się w opowiadaną historię podkreśla również M. Eliade, pisząc o kwestii wyjścia z czasu codziennego, mierzalnego i przejściu w mityczną strukturę Czasu. Konkluduje on: „Można by zatem powiedzieć, że współczesna namiętność w czytaniu powieści zdradza pragnienie usłyszenia jak największej ilości „mitycznych historii”, które zostały zeświecczone lub ukryte w formach świeckich.” Opowieści takie – obojętne czy ujęte w formę tele-noweli, pop-literatury, czy felietonów w tabloidach – obłaskawiają i usensowiają świat, nadają znaczenie wszelkim zdarzeniom i tłumaczą je. Przywołać można w tym momencie słowa jednego z angielskich badaczy telewizji: „Współczesny serial telewizyjny nabiera wielu cech współczesnych mitów zbiorowych. Ów element mitu nie łamie jego «realizmu» – zaiste jest to «samo życie», «rzeczywistość sama» oddana we władanie mitowi.” Na takim właśnie obszarze zaistniała Diana. Pojawiła się w świadomości zbiorowej poprzez media, została wręcz nazwana „wirtualną księżną”. Odpowiadając na wymienione powyżej potrzeby odbiorców, prasa i telewizja dostarczyła im swoistego produktu – opowieści o życiu Diany Spencer.

Potwierdzeniem powyższych konkluzji niech będą wypowiedzi internautów, opisujących sposób, w jaki Diana zaistniała w ich życiu: „We watched her grow up via the television, books and other media and she was truly like a family member to us all.”, „…every day we would see her face on the TV or in our newspapers.”, „I watched her grow from a shy girl to a confident woman who made an impact on all she came in contact with, both in person or via TV.”, „Even though I have never met her, I feel like she was a part of me.”, „She was someone you could dream about being like when you grow up. She was woman, beauty, motherhood, humanitarian (…) and yet was so much like everyone else with problems.”, „I have bought many of the tabloids when I knew I could catch a glimpse of her and read about her lifestyle. Idiotically it made me feel closer to her, as tho I knew her.” · „…she held the hope for all young girls, that dreams really do come true.” · „She was every woman’s woman. She was a part of every woman…” · „She was innocent, she had hopes in man, she gave birth, she loved her children, she struggled with her sense of self, she struggled with depression, her man abandoned her, she rose from the ashes of her failed marriage, she fought back, she cared for humankind, she cared for her sons (…), we loved her for all of it. She was (…) so human.” · „So many woman can identify with her as she was only looking for someone to love her.” Nikt nie mógł wówczas przewidzieć, jak szybko i nieoczekiwanie skończy się ta część historii Diany. cdn.