Czy użytkownicy sieci – komercyjni i prywatni – umieją mądrze korzystać z absolutnej wolności publikacji, która cechuje internet i jest czymś nieporównywalnym z możliwościami jakie dają inne media?

Nie jest moim zamiarem przyłączanie się do chóru krytyków internetu, twierdzących, że nie jest on niczym więcej jak tylko gigantyczną składnicy wszelkiego typu tekstów, jednorodną mieszanką witryn mądrych i głupich. Nie zgadzam się z porównaniami sieci World Wide Web do gigantycznego śmietnika. Jeżeli bowiem nazwiemy ją tak, to równie dobrze możemy zacząć odnosić to określenie do kultury w ogóle. To medium jest przecież jej odzwierciedleniem, treści które są zawarte w internecie to treści obecne w kulturze. Jeśli jest ona pełna byle jakich mitów, to byłoby dziwne gdyby nie były one obecne na stronach www.

Mimo iż przedmiotem niniejszych przypisów nie jest analizowanie treści dzieła Platona, pragnę zastrzec, iż uwagi o tym, że nie należy pozwalać by byle kto i byle jakie mity układał, nie należy traktować jako pochwały cenzury. Powyższy cytat, został użyty w celu uświadomienia, ważności faktu swobody publikacji w sieci www. Tym, co stanowi realny problem sieci jest ogromna ilość zła, prezentowana w witrynach. Mierne czy nudne witryny prywatne nie stanowią zagrożenia. Tym, co sprawia, że cyberkultura jest trudnym do przyjęcia i zaakceptowania elementem dyskursu kulturowego jest ogromna ilość bardzo ciężkiej pornografii, zwłaszcza dziecięcej, obecna na stronach internetowych. Ten wkład w cyberkulturę nie jest bynajmniej dziełem pojedynczych osób. Do wyjątków należą sytuacje, w których mało znani ludzie są w stanie stworzyć witryny o znaczącej popularności. Duże serwisy prezentujące to, co najbardziej plugawe i pełne nienawiści są dziełem firm i organizacji. Strony wulgarne i obsceniczne nie są ani najbardziej liczne ani najpopularniejsze, zło nie jest elementem dominującym w sieci, ale podobnie jak w życiu – jest bardziej widoczne.

Obecność tych treści wymaga więc zastanowienia. Oto bowiem na swoistym meta-poziomie, jeśli rozpatrujemy obecność pewnych treści w kulturze w ogóle, okazuje się, że internet jako medium, bardzo służy promocji treści szkodliwych i niszczących dla ludzi, dla kultury. Oczywiście jako nośnik dla pornografii itp. mogą służyć i służą również inne media. Internet jednak jako środek masowego przekazu cechuje niespotykana dynamika i rozległość wpływów. Możemy mówić o kulturze telewizji i jej mitach, jednak cyberkultura nie tylko bez porównania bardziej angażuje użytkowników medium, z którym jest związana, lecz także ogromnie wpływa na pozostałe środki przekazu. Internet sprawił, że konwergencja mediów staje się faktem. Nie jest to jednak konwergencja na zasadzie równorzędności. Zawartość treściowa cyberkultury przenika do innych mediów, do kultury jako całości, podczas gdy w drugą stronę przepływ idei nie jest tak prosty.

Czy cyberkultura wnosi do współczesnego dyskursu kulturowego jakieś wartości, które sprawiają, że winna być traktowana w sposób szczególny? Wydaje się, że szansa uczestnictwa w dialogu kulturowym przeciętnych użytkowników sieci jest wielkim, choć rzadko docenianym dobrem. Ważną ideą obecną w Państwie Platona jest sprawiedliwość. Słowo to przewija się przez wszystkie księgi i pojawia niemal na każdej karcie dzieła. Możliwość bycia nie tylko odbiorcą, ale również nadawcą-autorem jest oddaniem uczestnikom komunikowania sprawiedliwości. To prawo głosu jest jedynie minimalnie obecne w innych mediach. Tak więc dobrem jest, że każdy może mity układać. Strony prywatne są wielką szansą na wzbogacenie kultury.

Odwołanie do kwestii dobrych i złych mitów nie jest zatem wezwaniem do cenzury, ale do przeciwstawiania się złu w jego różnych postaciach. Mamy prawo chcieć, by uczestnicy dyskursu cyberkulturowego, nie wykorzystywali wolności słowa do czynienia zła. Mamy prawo pragnąć, by nasz wirtualny świat był lepszy.

To nie jest naiwność.

To jest mądrość.