Eiren

Jak zauważył S. Czarnowski, bohater uosabia podstawową wartość społeczną, jest wyrazicielem idei, wokół której zbiorowość organizuje swoje życie, do której dąży. „Społeczność bez bohatera pozbawiona jest najistotniejszego wymiaru, ponieważ stanowi on zazwyczaj duszę wspólnoty.” Z twierdzenia takiego można wysunąć wniosek o swoistym zapotrzebowaniu społeczeństwa na określony typ bohatera i spontanicznej kreacji znanej postaci według określonego wzorca, schematu. W wypadku księżnej Walii był to proces, który można by określić mianem samorzutnej „kanonizacji”. Ludzie chcieli widzieć w niej świętą i nieistotne były fakty z jej życia – stanowiły one bowiem podatny grunt dla działalności mitotwórczej. To na ich podstawie powstał kult, który ma wszelkie znamiona kultu świętych, aczkolwiek, włączony w obręb kultury masowej, poddany został skomercjalizowaniu. Oto bowiem w sklepach Wielkiej Brytanii pojawiły się specyficzne „relikwie”, czyli wszelkiego rodzaju pamiątkowe przedmioty powiązane z księżną lub ozdobione jej wizerunkiem: koszulki, kasety z jej ulubioną muzyką, lalki prezentujące jej stroje, całe serwisy z podobizną Diany, łyżeczki, naklejki i wiele, wiele innych.

Jak pisze G. van der Leeuw: „Zarówno kult relikwii, jak i angloamerykańskie uganianie się za pamiątkami, mają tę samą przyczynę. W jednym i w drugim wypadku chodzi o kontakt z mocą czegoś niezwykłego, osobliwego. Ten osobliwy przedmiot musi pochodzić od kogoś, kto jednak pozostaje niejako na drugim planie, a może to być zarówno katolicki święty, jak i Napoleon, czy też gwiazda filmowa.”

W tym współczesnym kulcie nie brak także pielgrzymek do grobu „świętej Di”. Należy przy tym zauważyć, iż stopień komercjalizacji osiągnął w tym wypadku swoje apogeum. Rezydencja Althorp została przystosowana przez jej właścicieli do potrzeb licznych odwiedzających: na miejscu urządzono kawiarnię, sklep z pamiątkami, wystawę, parkingi, a nawet miejsce do pikniku (picnic area), które to atrakcje dostępne są oczywiście za niemałą sumę 9,50 Ł (tyle samo, ile kosztuje zniżkowy bilet do londyńskiego Tower). Co prawda grób Diany można zobaczyć tylko z daleka, z brzegu jeziora, na którym znajduje się wyspa, ale liczba odwiedzających wcale się przez to nie zmniejsza. Zgodnie z informacjami zamieszczonymi w Internecie, cały dochód z biletów przeznaczony jest na Princess Diana Memorial Fund.

Cele charytatywne przyświecają również producentom płyt i kaset ze słynnym przebojem Eltona Johna „Candle in the Wind”. Jest to, jak wiadomo, nowa wersja skomponowanego wcześniej utworu, napisanego z okazji śmierci innej bohaterki masowej wyobraźni – M. Monroe. Piosenka została odpowiednio przystosowana do potrzeb chwili, zaś fakt iż stała się elementem oficjalnych, religijnych uroczystości pogrzebowych nobilituje ją niemal do rangi swoistej „Pieśni o Dianie”, pop-elegii o quasi-świętej.

Kolejnym elementem współtworzącym kult Diany jest jej swoista „hagiografia”. Łatwo zaobserwować, iż od momentu, gdy mieszkańcy nie tylko Wysp Brytyjskich, ale także całej globalnej wioski wyrazili swój smutek, zmienił się medialny wizerunek księżnej. Prasa w odpowiedzi na okazane przez społeczeństwo uczucia, stworzyła – a może należałoby powiedzieć odtworzyła istniejący już wcześniej – produkt zgodny ze społecznym zapotrzebowaniem: postać świętej.

Życie Diany przedstawiono w licznych publikacjach niemal zgodnie ze schematem, według którego tworzono w średniowieczu żywoty świętych. Obecne są w nich wszelkie elementy, takie jak prolog od autora, opis narodzin i młodości, małżeństwa, cudów i dobrych uczynków, prześladowań i wreszcie męczeńskiej śmierci. Zaadaptowane odpowiednio do potrzeb współczesnego czytelnika, stały się kategoriami, według których powstała legenda Diany. Każdy fakt z jej życia został poddany obróbce i umieszczony w schemacie narracyjnym. I tak nieudany związek z Karolem, utarczki z królową, czy kłopoty z fotoreporterami zamieniły się w cierpiętnictwo księżnej. Jej praca charytatywna uległa przekształceniu w poświęcenie się dla dobra ludzkości, zaś tragiczny wypadek w tunelu Alma to nic innego, jak męczeńska śmierć. Pojawiły się nawet relacje mówiące o cudach uczynionych przez Dianę: podobno kobieta dotknięta przez nią w szpitalu ozdrowiała, dziewczynka, którą odwiedziła, poczuła się lepiej i mogła wstać z łóżka itd., itp. Ludzie widzieli w niej świętą i wyrażali to w bezpośredni sposób. Nie może już chyba zatem dziwić, a nawet szokować rzeźba wystawiona w Liverpool’s Art Gallery, przedstawiająca Diana jako… Matkę Boską! Według słów jednego z katolickich biskupów jest rzeczą zupełnie naturalną, iż wyobrażenie Madonny przybiera różne formy. „Porównania jej życia z Lady Di są zrozumiałe, choć z pewnością mocno uproszczone.” – twierdzi.

Diana była jednakże porównywana najczęściej z inną postacią, z którą w rzeczywistości miała niewiele wspólnego – z matką Teresą z Kalkuty. Sama została w ironiczny sposób nazwana przez prasę „matką Teresą z Londynu” bądź „Teresą w kreacji Versace”, które to określenia ukazywały najpełniej dzielące je różnice. Niemniej jednak zaistniały czynniki, które sprawiły, iż fakty z życia obu tych kobiet ustąpiły miejsca wspólnej legendzie. Trudno znaleźć dwa życiorysy tak od siebie różnych osób. Co bowiem może łączyć piękną, młodą księżniczkę ze starą, drobniutką, pomarszczoną zakonnicą z Indii? Niewątpliwie narzuca się odpowiedź, iż była to praca charytatywna. Co prawda wymiar ich działalności nie może być nawet w przybliżeniu porównywalny – to, co zrobiła dla biednych, umierających i cierpiących matka Teresa, stanowi o wiele więcej niż dobroczynne przedsięwzięcia księżnej Walii. „Księżna nie mogła stać z boku. Musiała działać. Nieść pomoc i ukojenie. Tak, jak matka Teresa z Kalkuty, która zmarła w kilka dni po wypadku Diany – nie zdążyła pomóc wszystkim nieszczęśliwym ludziom.” Fakt, iż ich śmierć nastąpiła w przeciągu zaledwie paru dni, a obie spotykały się kilka razy w Indiach, spowodował zatarcie różnic pomiędzy nimi w kolektywnej świadomości.

Według E. Cassirera w myśleniu mitycznym każde czasowe lub przestrzenne sąsiedztwo dwóch rzeczy ustanawia między nimi powiązania, a nawet związek przyczynowo-skutkowy . Należy również dodać, iż stworzona przez matkę Teresę idea „Łańcucha miłości” złożonego z osób, które na całym świecie ofiarowują w intencji dobra swoje własne cierpienia, pasowała także do Diany. Nadanie sensu cierpieniu poprzez poświęceniu go innym to motyw, który często pojawiał się w wypowiedziach dotyczących księżnej. „Żeby inni nie cierpieli, sama cierpieć musisz” – te słowa skierowała podobno do Diany misjonarka z Kalkuty. Nic zatem dziwnego, iż pośród wpisów internetowych pojawiają się i takie, które łączą ze sobą postacie tych dwóch kobiet. Czasami trudno wręcz powiedzieć, które z nich pochodzą ze stron poświęconych Dianie, a które z witryn dotyczących Teresy.

W świetle powyższych faktów prawdziwe staje się spostrzeżenie, uczynione jeszcze w XIX wieku przez jednego z pierwszych psychologów zajmujących się tematyką społeczną: „Chociaż władcy dusz ostatnich wieków nie posiadają świątyń, to jednak mają oni swoje posągi i obrazy, a cześć dla nich bardzo mało się różni od czci z wieków ubiegłych.” Jak widać w kulcie Diany nie brak żadnych elementów, które konstytuowały niegdyś wizerunek świętego: są tu obecne relikwie i pielgrzymki, pieśni i dary wotywne, legenda i cuda. A wszystko to ujęte we współczesne ramy, dostępne za pomocą Internetu.

W taki właśnie sposób przedstawia się obraz Diany, jako bohatera kultury masowej. Jak już to zostało pokazane istnieje znacząca różnica pomiędzy nim, a bohaterem mitycznym. W wizerunku tego drugiego obecna jest pewna forma transgresji – stoi on bowiem na granicy dwóch światów. Jako że w większości przypadków jest to osoba nieżyjąca, można dojść do wniosku, iż to śmierć jest tym obrzędem przejścia, czyniącym z człowieka bohatera. Śmierć bowiem to nie tylko inny wymiar, ale przede wszystkim inny czas. Życie herosa jest już dokonane, ujęte w ramy narodzin i odejścia, ramy, które są jednakie dla wszystkich ludzi. Jego czyny, przygody i przeżycia były zapewne niezwykłe, ponadludzkie, jednakże śmierć jest ostatecznym potwierdzeniem, iż jest on jednym z nas. Oddalonego i obcego poprzez swoje życie, śmierć znów przywraca temu, co swojskie, wspólne, znane. Bohater, jako byt stojący na pograniczu, przeciwstawia się zarówno zastanemu porządkowi społecznemu, jaki i boskiemu, częstokroć walczy ze swoim przeznaczeniem, łamie przyjęte normy, czasami – w imię sprawy – zbacza z dobrej drogi. Jego śmierć również jest niezwykła – zazwyczaj poprzedzona przepowiednią, złym znakiem lub wręcz zapowiedziana przez samego herosa. Ma ona jednak dwie podstawowe cechy: zawsze służy jakiemuś celowi (bywa ceną za jego osiągniecie), jednocześnie zaś potwierdza ambiwalentny wizerunek bohatera. Czyniąc go na powrót ludzkim, umieszcza jego postać w sakralnym wymiarze rzeczywistości, do ludzi już nie należącym. Według S. Czarnowskiego bohaterem może być tylko człowiek, który uczestniczy równocześnie w naturze boskiej i ludzkiej, uczłowieczony bóg. Zatem w obrazie bohatera mitycznego pojawia się także element świętości, rozumiany oczywiście nie jako kategoria etyczna, czy moralna. Zgodnie z nimi bowiem jest on buntownikiem, outsiderem czy wręcz grzesznikiem. Jego świętość to pojęcie w zupełności numiotyczne, polegające na styczności, lecz niecałkowitej przynależności do odmiennego porządku.

Aby człowiek mógł zostać w pełni uznany za bohatera, konieczne są pewne przekształcenia i deformacje jego wizerunku zgodnie z wymogami mitu. Dlatego też jego postać jest niemal całkowicie wyobrażeniowa. Zazwyczaj brak jest związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy jego życiem, a legendą. W procesie kształtowania opowieści bohaterskiej fakty zostają poddane odpowiedniej przeróbce, tak, aby dostosować je do archetypicznego modelu. Zarówno S. Czarnowski, pisząc o św. Patryku, jak i C. Jędrzejewiczowa, przedstawiając legendę św. Cecylii, podkreślają, iż kwestia realności samego bohatera i prawdziwości jego historii nie jest istotna z punktu widzenia mitu. Opowiada on bowiem wydarzenia w taki sposób, w jaki powinny się były rozegrać, aby spełnić swój mityczny cel, obojętne czy będzie to przywrócenie porządku świata, czy walka z siłami zła. Przy przekształceniu postaci historycznej w archetyp, widać w jaki sposób następuje redukcja cech indywidualnych do wzorcowych. Według słów M. Eliadego: „Naśladowanie archetypów zdradza niejaką niechęć do historii osobistej i niejasne dążenie do przekroczenia lokalnego, prowincjonalnego momentu historycznego…” Zgodnie z takim rozumieniem historii bohaterskiej prawdziwe jest motto niniejszego rozdziału: mit jest faktycznie ostatnim stadium przekształcania realnej postaci w herosa. Jednakże, patrząc od drugiej strony, sytuacja taka nie miałaby miejsca, gdyby nie istniała wcześniejsza potrzeba mityczna, ów ogólny model, do którego sprowadza się postać, czyniąc ją bohaterem, ogólnoludzka tendencja: „dążenie do przekształcania egzystencji w paradygmat”. O powstaniu bohatera decyduje więc pewien mechanizm mający stricte mityczne podłoże. Jak twierdzi R. May, bohater to żywy mit wcielony w czyn, realizacja i potwierdzenie tego mitu.

Wychodząc od losów zmarłej księżnej, poprzez uogólnienie wniosków płynących z materiałów źródłowych i analizy etnolingwistycznej użytego w nich języka, dochodzi się więc do stwierdzeń o bardziej teoretycznym charakterze. Twierdzeń, które być może wydają się banalną konstatacją na gruncie antropologii, a które jednak są potwierdzeniem, iż także dziś, w epoce, w której króluje ponoć stereotyp i zdegradowane zostały mity, trwają nadal i trwać zapewne będą potrzeby, które są ich siłą sprawczą.

„Dopóki więc będzie istniała wśród ludzi potrzeba szukania wzorców i idei, wartości takich jak dobro, sprawiedliwość, miłość, a nawet zaspokajania ambicji i chęć dominacji – dopóty będą istniały przesłanki do myślenia mitycznego.”