hacking


Kilka miesiecy temu przechodzilem powazny kryzys zwiazany z koniecznoscia podjecia decyzji - chcialem zakupic na amazonie ksiazke o Matrixie, i nawet wybralem dwa tytuly, ale na oba nie bylo mnie stac. Wybralem wiec ‘The Matrix and Philosophy. Welcome to the Desert of the Real (Popular Culture and Philosophy, V. 3)‘ pod redakcja Williama Irwina. Pozycja ta wygrala wewnetrzna rywalizacje z ‘Taking the Red Pill. Science, Philosophy and Religion in the Matrix’ - zbiorem pod redakcja Glenn’a Yeffeth’a. Jak to zwykle bywa, zalowalem swego wyboru wychodzac z zalozenia ze najlepsza alternatywa jest zawsze ta zaniechana.

Z wielka radoscia wypatrzylem na stronie Heliona zapowiedz polskiego wydania ‘Czerwonej pigulki’, tym bardziej ze cena jest nawet jak na polskie warunki przystepna. Z nadzieja pobieglem do ksiegarni, zakupilem, zasiadlem do lektury i… srodze sie zawiodlem. W tej chwili, tuz przed ukonczeniem ostatniego eseju sytuacja wyglada juz znacznie lepiej - nie uwazam ze ksiazka jest kiepska, co po lekturze pierwszego rozdzialu samo cisnelo mi sie na usta.

Ksiazka skomponowana jest w ten sposob, ze esej zdecydowane najslabszy jest esejem ja otwierajacym. Do tego w kilkuzdaniowym jego opisie czytamy miedzy innymi: Jeżeli mamy czas tylko na jeden esej o Matriksie, powinniśmy przeczytać ten. Tutaj moj apel do potencjalnych czytelnikow - nie sluchajcie tego. Jesli mozecie przeczytac tylko jeden esej o Matriksie, omincie ten szerokim lukiem. Powod? Doprawdy nie wiem co chcial osiagnac autor tego tekstu. Czytajac go, doskonale rozumialem ludzi usmiechajacych sie pod nosem na wiesc ze zajmuje sie antropologia kultury i antropologia religii. Tekst Schuchardta jest modelowym przykladem, jak z ciekawego tematu zrobic pseudonaukowy belkot. Schuchardt czesto odwoluje sie do rzeczy, co do ktorych ma wiedze - ujmujac rzecz eufemistycznie - niepelna. Nie bede podawal w tej chwili przykladow - niech kazdy szuka ich sam, ale krew sie we mnie burzy kiedy jako model postaci herosa kulturowego przyjmuje sie Chrystusa, zupelnie zapominajac o szamanizmie, jako pierwszej i najwazniejszej ideologii/systemie wierzen wprowadzajacym elementy inicjacyjne obecne we wszystkich prawie religiach (do tego elementy ten wskazuje sie w filmie niewlasciwie…). Rozpoczecie lektury od tekstu Schuchardta ma jedna zasadnicza zalete - kazdy nastepny tekst bedzie lepszy.

Zbior nie jest monolityczny. Faktycznie, zawarte w nim teksty dotycza roznych aspektow czegos co nazywamy Matriksem i pisane sa przez ludzi zajmujacych sie roznymi dziedzinami nauki (i nie tylko). Mamy wiec kilka bardzo dobrych krytycznych tekstów dotyczacych literatury SF (Hanson, Zynda, Sawyer, Gunn), polemikę między milosnikiem i przeciwnikiem Baudrillard’a (Felluga, Gordon) oraz kilka perelek.

  • Spiecia w Marixie i jak go naprawic - technologicznie blyskotliwy esej o ‘rzeczywistych’ aspektach Matrixa. Na czym polega ta rzeczywistosc? Na przyklad na budowaniu logicznych modeli korzystania z telefonow w Marixie (czemu mozna sie z Matrixa wydostac przez linie stacjonarna, a nie przez komorke?)… Prawdziwy majstersztyk, a do tego calosc podana bez technologicznej nowomowy, wiec prawie kazdy kto chociaz troche zna nomenklature internetowa bez problemu tekst zrozumie.
  • Polaczenie czlowieka z maszyna - czy czeka nas Matrix napisany przez Raya Kurzweila, amerykanskiego wynalazce, autora m.in.The Age of Spiritual Machines: When Computers Exceed Human Intelligence (juz plynie amazonka do redakcji - recenzja zapewne wkrotce), stojacy na bliskim mi podejsciu technofilskim i postludzkim (posthuman) w swym optymizmie co do rozwoju technologii,
  • Dlaczego przyszlosc nas nie potrzebuje? - mocno pesymistyczna polemika Billa Joy’a (szefa dzialu B+R Sun Microsystems) z pogladami Kurzweila
  • Buddyzm, mitologia i Matrix - IMHO najlepszy w tomie tekst na temat filozofii/religii, napisany przez Jamesa L. Forda.

W ksiazce razi troche tlumaczenie (niestety). Nie ma tego wiele, ale pojawiaja sie ‘kfiatki’ w stylu ’sieci neuronalne’ (jak rozumiem chodzi tutaj o neural networks, ale glowy uciac nie dam, bo nie mialem w reku oryginalu), zdarza sie takze, ze te same fragmenty scriptu tlumaczone sa nieco inaczej. Rozumiem ze sa to wypadki przy pracy, szkoda tylko, ze takie wydawnictwo jak Helion puscilo ksiazke bez gruntownej korekty (mamy np. raz pisane Kanzas a innym razem Kansas, etc.)

Generalnie jednak ksiazke bardzo polecam. Po pierwsze, dlatego ze jest po prostu dobra (mimo kilku odstajacych w dol tekstow), a po drugie dlatego, ze chcialbym aby stala sie rynkowym hitem i inne wydawnictwa zauwazyly ze na ksiazkach z pogranicza teorii kultury, religii, technologii i cyberkultury mozna godziwie zarobic, bo jest jeszcze cala masa pozycji warta wydania.

Interesującą grupą jest społeczność badaczy zajmujących się sztuczną inteligencją (Artificial Intelligence, AI) oraz wirturalną rzeczywistością (Virtual Reality, VR). Mimo że nie stanowią oni znaczącej liczebnie grupy, jednak jest to grupa zdecydowanie najbardziej elitarna i wizjonerska, pracująca w najlepszych ośrodkach badawczych i wyznaczająca nowe trendy w rozwoju cyfrowego świata. Głównym celem stawianym sobie przez jej członków, jest opracowanie sztucznej inteligencji, a więc systemu, który podczas interakcji z ludźmi nie byłby rozpoznawany jako twór sztuczny oraz posiadał umiejętność samodzielnego uczenia się. Jeszcze we wczesnym okresie rozwoju cybernetyki opracowany został tzw. test Turinga – zestaw pytań, które miały odpowiedzieć na pytanie czy badany system jest maszyną czy człowiekiem. Mimo że w badaniach informatycznych nastąpił znaczący postęp, nadal nie udało się skonstruować algorytmu, który pomyślnie przeszedłby test Turinga.

W ramach tego ruchu odnaleźć można także bardzo radykalne skrzydła, których przedstawiciele uważają, że życie oparte na związkach węgla jest tylko jednym z etapów życia i że etapem następnym będzie życie krzemowe, którego ludzie mają być twórcami, a które zastąpi w dłuższej perspektywnie nieefektywne jednostki organiczne. Badacze problematyki sztucznego życia (Artificial Life – A-Life) twierdzą także, że w związku z powyższym, wyniki ich badań są największym krokiem w dziejach ludzkości [TURKLE 1997:151]. Podejmują więc działania zmierzające do stworzenia sztucznego życia, które byłoby w stanie samodzielnie się rozwijać, ewoluować oraz częściowo chociaż dostosowywać się do otoczenia. Sztuczne życie definiuje się często jako twory, które gdyby zostały znalezione w środowisku naturalnym, bez wiedzy o stworzeniu ich przez człowieka, zostałyby uznane za żywe [TURKLE 1997:151]. Najbardziej znanymi projektami tego typu są projekty TIERRA oraz AVIDA. Istota ich działania jest stosunkowo prosta – w pamięci wirtualnej komputera z uruchomionym odpowiednim programem, przydzielana jest na jego potrzeby odpowiednia jej ilość oraz tworzony jest protoplasta – pierwszy program-organizm, który ma za zadanie powielać się [WARD 1999:199]. Istota całego systemu sprowadza się do matematycznego modelowania procesu ewolucji, włącznie z losowo pojawiającymi się mutacjami. Przewagą takiego programu w stosunku do powszechnych procesów ewolucyjnych jest szybkość – w zależności od szybkości komputera, w ciągu sekundy wykonywane może być nawet kilka miliardów operacji, co problemy ewolucyjne pozwala badać doświadczalnie w akceptowalnych ramach czasowych (od kilku dni, do kilku miesięcy). Ponieważ kolejne pokolenia ewoluującego programu muszą konkurować między sobą o dostęp do czasu procesora oraz miejsca w pamięci, prowadzi to do wykształcenia się silnych mechanizmów dostosowawczych.

Warto także zaznaczyć, że programy TIERRA i AVIDA poza śledzeniem zmian w skali makro (całej populacji) pozwalają także na analizę swoistego „kodu DNA” poszczególnych organizmów oraz śledzenie zmian na szczeblu mikro. W projekcie TIERRA, już po kilku godzinach działania systemu, nastąpiło wyraźne zróżnicowanie w typologii organizmów. W pierwotnie jednolitej „zupie” pojawiać zaczęły się wyraźnie zróżnicowane struktury. Po analizie wyników okazało się, że procesy ewolucyjne doprowadziły do kilku zasadniczych zmian:

  • skróceniu uległ kod źródłowy przez odrzucenie zbędnych z punktu widzenia procesów ewolucyjnych części programu, przez co kolejne pokolenia do namnażania się wymagały mniejszej ilości czasu procesora a tym samym były premiowane jako otrzymujące przy jego podziale wyższy priorytet dostępu,
  • pojawiły się programy, które zatraciły własny moduł kopiujący lecz wykszłtałciły umiejętność dołączania się do innych programów przed ich powieleniem (pasożyty i wirusy) [WARD 1999:204],
  • kod źródłowy uległ skróceniu z 80 do 22 bitów [HAYLES 1999:227].

Zbliżone wyniki zostały otrzymane w przypadku eksperymentu realizowanego w ramach programu AVIDA. Wyniki stworzyły klimat dla dyskusji na temat „zasiedlenia” Internetu programami tego typu [HAYLES 1999:224,229]. Pojawiło się także pytanie, czy twory takie można już uznać za istoty żywe oraz sugestie, że nie są nimi w mniejszym stopniu niż np. wirusy. Zasiedlenie Internetu tego rodzaju oprogramowaniem z pewnością doprowadziłoby do niespodziewanych efektów, bowiem znalazłyby one idelne środowisko do powielania się – wyłączenie komputera powoduje bowiem całkowite zniszczenie całej populacji, zaś Internet pełen jest serwerów (czyli komputerów pracujących przez cały czas) oraz ogromnych i niewykorzystanych mocy obliczeniowych. Jak dotąd programy nie zostały jednak „wypuszczone” do Sieci i projekt cały czas pozostaje w sferze propozycji.

Podsumowując należy zwrócić uwagę na wysoce zaawansowaną wiedzę konieczną do prowadzenia tego rodzaju badań oraz wpływ jaki mogą mieć one na przyszłość. Badacze sztucznej inteligencji okazują się być chyba najbardziej radykalną, skłaniają się ku kreacjonizmowi i postępowaniu zgodnie z zasadą „dysk twardy jako wola i przedstawienie (programisty)” grupą.

literatura

HAYLES N.KATHARINE, 1999, How We Became Posthuman. Virtual Bodies in Cybernetics, Literature, and Informatics, Chicago.

TURKLE S.,1997, Life On the Screen. Identity In the Age of the Internet, New York.

WARD M., 1999, Virtual Organisms. The startling world of artificial life, London.

 

SpeakerForTheDead

Stworzony na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przez Linusa Torvaldsa system operacyjny o nazwie Linux należy do najpopularniejszych programów komputerowych na świecie. Tysiące witryn i grup dyskusyjnych mu poświęconych pokazują jak znaczące miejsce zajmuje on wśród innych zjawisk i kwestii leżących w polu zainteresowania szerokich rzesz internautów i użytkowników komputerów. Nie jest on jednak jedynie przedmiotem dyskusji technicznych. W sieci oprócz tego typu tekstów - poświęconych finansowyopm i programistycznym konsekwencjom wyboru takiego systemu operacyjnego – jest równie wiele takich, które służą uświadamianiu jego długofalowych, ogólnospołecznych i gospodarczych skutków. Powszechne poddanie się dyktatowi wielkich producentów oprogramowania jak Microsoft oznacza bardzo poważne następstwa.

Linux ma ciągle jeszcze opinię programu dla zawodowych informatyków, nerdów komputerowych i hackerów. Nie jest oczywiście tak żeby nauczenie się go nie wymagało wysiłku, w zamian za to otrzymuje się jednak system stabilny i dość odporny na awarie. Nie bez znaczenia są również wydatki na oprogramowanie. Linux jest programem darmowym, posiada bogate oprogramowanie pomocnicze i wiele edycji. Czyż nie jest dziwne, że tak wiele osób woli korzystać z częstokroć pirackiego oprogramowania tylko dlatego, że robią to inni i że są do tego typu aplikacji przyzwyczajeni?

Program Linusa Torvaldsa nie miałby wielkich szans na sukces gdyby jego Autor nie zdecydował się na rozpowszechnianie go na zasadzie umowy licencyjnej typu GNU General Public License i gdyby w prace nad nim nie włączyli się masowo programiści i zwolennicy ruchu Open Source.

Umowa GNU General Public License (znana także pod skrótem GPL) została wymyślona przez Richarda Stallmana, członka Free Software Foundation (FSF) promującej darmowe oprogramowanie. Autor, który chce by jego program był rozpowszechniany na tej licencji musi udostępnić jego kod źródłowy, zgodzić się na przekształcanie, poprawianie przez użytkowników i redystrybucję i kopiowanie na warunkach określonych przez Fundację FSF.

Sukces Linuxa to efekt pomysłu Stallmana. Tysiące użytkowników powołało do istnienia setki grup pracujących nad poszczególnymi elementami systemu i nieustannie wymieniają się efektami swojej pracy. Wobec powszechnej, neoluddystycznej krytyki technologii komputerowych i internetu, że ten właśnie system operacyjny spowodował niespotykaną twórczą mobilizację na skalę międzynarodową. Linus Torvalds od kilkunastu lat wraz z zespołem współpracowników koordynuje i nadzoruje prace nad zaprojektowanym przez siebie systemem.

Zasady licencji GNU leżące u podstaw sukcesu Linuxa są godne zastanowienia. Pierwszy warunek – dostępność kodu źródłowego – zakłada gotowość autorów do poddania się krytyce i częstokroć konieczność zaakceptowania nawet niezwykle daleko idących zmian programu. Autentyczna otwartość na to by inni przekształcali czyjś pomysł, po to by jeszcze lepiej wszystkim służył, to postawa niezwykle cenna. Pomaga ona w kształtowaniu świadomości, szczególnie świadomości użytkowników sieci internetowej, konieczności budowania świata - lub przynajmniej jakichś terenów w jego obrębie - jak najmniej zależnych od dyktatu technologicznych firm-molochów produkujących oprogramowanie.

Pomysłodawca licencji – profesor Massachusetts Institute of Technology (MIT) – Richard Stallman, należał do założycieli ruchu Open Source (czyli Otwarte Źródła) i związanej z nim Fundacji Free Software Foundation. Free znaczy nie tylko darmowy, ale przede wszystkim - wolny. GNU jest skrótem zdania: Gnu’s not Unix (GNU to nie Unix). Ta idea wolności, współpracy i dzielenia się z innymi jej owocami, niewątpliwie wpłynęła na ukształtowanie się pewnego niezwykle istotnego dla kultury współczesnej nurtu związanego z technologią. Środowiska związane z ruchem Open Source są najbardziej twórczymi i dynamicznymi wśród grup informatycznych. Od roku 1984 kiedy ruch powstał światowa baza bezpłatnego oprogramowania niezmiernie się rozrosła. Do jej największych skarbów należy Linux, którego wprowadzenie do Open Source należy będący niewątpliwie do głównych osiągnięć pierwszych lat działalności ruchu. Warto jednak pamiętać, że ta filozofia wolności wpłynęła wcześniej także na Tima Berners-Lee, autora HTMLa i jednego z twórców World Wide Web.

Wielość edycji Linuxa odpowiada zróżnicowanym potrzebom użytkowników. Ich sercem jest jednak OpenLinux. Dzięki tej uniwersalnej bazie użytkownik może swobodnie przejść od stosowania wersji eksperymentalnej do komercyjnej, zawierającej rozmaite dodatki i aplikacje. Ta swoboda to kolejne potwierdzenie kryjącego się w filozofii Linuxa głębokiego szacunku dla użytkownika. Jest to jedna z ważniejszych wartości jakie ten program wnosi do naszej współczesnej kultury.

Dzięki Open Source użytkownicy mogą się cieszyć prywatnością i nie być narażeni na to, że producent oprogramowania umieścił w nim jakieś backdoors i bez ich wiedzy gromadzi informacje na ich temat oraz bada zawartość dysków w komputerach, których używają. Ludzie są skłonni lekceważyć takie kwestie. Ważnym elementem filozofii twórców takich programów jest naprawdę bezinteresowne pomaganie innym. Strzeżenie PGP wynika z głębokiego szacunku dla osoby użytkownika i jego sfery prywatności. To jest naprawdę wielkie dobro jakie członkowie ruchu Open Source wnoszą do świata cyfrowej technologii. Szkoda, że mało kto je dostrzega i docenia. Jeśli ruchowi nie uda się zakodować głęboko i na trwałe w powszechnej świadomości jak istotną kwestią jest ochrona prywatności nasza przyszłość, nasze życie, styl funkcjonowania mogą być w ogromnej mierze kształtowane przez barbarzyńców z Krzemowej Doliny.

Jak widać powyżej - grupy dyskusyjne i serwisy skupiające użytkowników i ludzi pracujących nad udoskonalaniem Linuxa – kierują się określoną filozofią i zasadami. Stanowią wyraźny i znaczący nurt w cyberkulturze.

Hakerzy są jedną z bardziej znanych subkultur świata Internetu. Sam termin nie jest jednak precyzyjny, obejmuje bowiem szerokie spektrum postaw, które może być analizowane tak ze względu na sposób prowadzonej działalności jak i krąg zainteresowań czy poglądy społeczno-polityczne. Jednak dzięki znacznej wiedzy (dla przeciętnego użytkownika mającej więcej wspólnego z magią niż z rzeczywistością) i umiejętnościom oraz kilku spektakularnym sukcesom polegającym na złamaniu systemów zabezpieczeń poważnych instytucji, to właśnie hakerzy stali się synonimem internetowej subkultury.

Obecnie termin haker posiada znaczenie zdecydowanie pejoratywne i kojarzony jest z napastnikiem, jednak w przeszłości kojarzony był raczej pozytywnie - określano nim osoby posiadające dużą wiedzę na tematy programistyczno-informatyczne. Działania podejmowane jednak przez część przedstawicieli tej subkultury zaowocowały zmianą społecznego postrzegania i nastawienia do tej grupy.

Podstawowym przesłaniem ruchu hakerskiego jest przekonanie, że “informacja chce być wolna” (information wants to be free) [CZAJKOWSKI 2002:233]. Większość zakończonych sukcesem ataków na systemy komputerowe uzasadniana jest chęcią “upublicznenia” zgromadzonych tam informacji. Kultura hakerska wpisuje się po części w nurt przekonania o spisku różnych sił (w przypadku hakerów - agencji rządowych) mających za cel ukrywanie różnego rodzaju informacji. Nie jest to co prawda trend w ramach tej subkultury dominujący, ale wyraźnie obecny. Hakerzy jawią się więc (sami sobie) jako rycerze usiłujący zgnębić system i przyczynić się do jego upadku. Często określani są także jako “technoanarchiści” czy “anarchiści cyberprzestrzeni”. Jest to jednak anarchizm destrukcyjny, bowiem filozofia hackerska nie stara się wykreować myśli przewodniej stanowiącej punkt docelowy transformacji systemu - jedynym celem działania ruchu hakerskiego jest destrukcja.

Oczywiście nie jest to ruch homogeniczny - występuje w nim wiele frakcji. Często stosowanym podziałem jest podział na hackerów “białych” i “czarnych”. Podział ten jest zresztą bardzo umowny, zaś przynależność do określonej grupy uzależniona od stosunku do polityki rządu. Hakerzy współpracujący z rządem, armią czy innymi elementami “systemu” określani są jako “biali” zaś pozostali to hackerzy “czarni” (szczególnie ci prowadzący w Internecie działalność przestępczą). Postępująca informatyzacja życia sprawia, że funkcjonują już specjalne oddziały wojskowe składające się z wysokiej klasy specjalistów-hakerów, mające za zadanie prowadzić tzw. wojnę elektroniczną. Działania tych grup objęte sa ścisłą tajemnicą, chociaż Internet pełen jest plotek na temat rzekomych ich działań. Jako można się domyślać, hakerzy “biali” i “czarni” realizują te same zadania, zaś jedyną różnicą jest pochodzenie zleceniodawcy.

Motywy działań grup hakerskich bywają różne. Oprócz zwykłej rywalizacji i chęci udowodnienia wyższości swojej grupy, często opłacani są oni jako elektroniczni szpiedzy penetrujący systemy komputerowe konkurencyjnych przedsiębiorstw. Znane są przypadki wykorzystania podczas negocjacjach biznesowych zdobytych przez haking informacji. Innym motywem działania są pobudki jak najbardziej materialne - kradzież numerów kart kredytowych lub realizowanie fałszywych przelewów pieniężnych. Nie można pominąć także motywu czysto destrukcyjnego, polegającego na chęci zaszkodzenia właścicielowi/administratorowi atakowanego systemu, np. poprzez usunięcie części danych. Na bazie tzw. kodeksu etycznego hakerów prześledzić można zmiany, jakie zaszły w tym środowisku na przestrzeni ostatnich lat. Już sam pomysł opracowania kodeksu etycznego świadczy o potrzebie akceptacji i ukazywania się w świetle wskazującym na umiejętności samoregulcyjne. Pierwotnie kodeks został opracowany w środkowisku raczej matematyków, cybernetyków i informatyków z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, zaś głównymi jego hasłami były: Hands on imperative, Information Wants to be Free, Mistrust Authority, No Bogus Critieria, You can create truth and beauty on a computer, Computers can change your life for the better. Nowa etyka hackerska (Above all else, do no harm; Protect Privacy; Waste not, want not; Leave No Traces, Share!, Trust, but Test!) zmierza obecnie w kierunku zapewnienia postronnym użytkownikom Internetu bezpieczeństwa, polegającego na pewności, że zarówno ich osobiste dane jak i dane osobowe będą chronione i nie staną się celem ataku.

Oprócz metod o charakterze czysto technicznym (informatycznym) hakerzy wykorzystują także metody psychologiczne. Z opublikowanej książki najbardziej znanego i uznanego za najbardziej niebezpiecznego hakera na świecie - Kevina Mitnick’a - wynika, że element psychologiczny jest jednym z kluczy do skutecznego przeprowadzania ataku. Mitnick dowodzi tezy, że większość włamań wymaga nie tylko dobrej znajomości technologii, ale przede wszystkim ludzkiej psychiki i że najsłabszym elementem systemu zabezpieczeń jest czynnik ludzki [MITNICK 2003:20]. W środowisku hakerskim sztukę wywierania perswazji tak aby przekonać odpowiednie osoby do przekazania poszukiwanych informacji (najczęściej o charakterze tajnym) nazywa się socjotechniką [CZAJKOWSKI 2002:580, MITNICK 2003:6].

Hakerzy są środowiskiem zdecydowanie elitarnym. Mimo wątpliwości natury etycznej, ich działania związne są z perfekcyjną znajomością problematyki zabezpieczeń systemów komputerowych czy oprogramowania sieciowego. Rozpowszechnienie się subkultury hakerskiej (szczególnie na amerykańskich technicznych uczelniach wyższych) doprowadziło do zmiany sposobu postrzegania osób uważanych wcześniej za osoby mało towarzyskie, nudne i zajmujące się nauką [LUPTON 2001:481]. Funkcjonujące wcześniej określnia takich osób jak “geek” czy “nerd” najlepiej byłoby tłumaczyć jako “kujon”, “jajogłowy” czy rozumiany pejoratywnie (jako osoba ograniczona jedynie do rozumienia prostych spraw technicznych oraz wyjątkowo nieatrakcyjna fizycznie) “komputerowiec”. Subkultura hakerska wylansowala i rozpowszechniła pozytywny społeczny odbiór takich osób. Obecnie określenia te mają jednoznaczne konotacje pozytywne i mogą być tłumaczone jako “mózgowiec”, “bystrzak” etc.

Świat rzeczywisty funkcjonuje dla hakera jedynie w takim wymiarze, w jakim umożliwia mu dostęp do świata wirtualnego, bowiem głównym polem aktywności jest dla hakerów szeroko rozumiana cybeprzestrzeń, dająca możliwości pełnej realizacji zawodowej, społecznej i towarzyskiej. Dla części spośród nich, świat wirutalny jest światem wartościowanym wyżej i uznawanym za lepszy (ponieważ zajmują w nim uprzywilejowane pozycje) od świata rzeczywistego. Haking niesie jednak z sobą także ogromny potencjał destrukcyjny. Destrukcja ta dotyczy przede wszystkim świata wirtualnego, ale może pociągnąć za sobą także znaczne szkody w świecie rzeczywistym.

literatura BELL D., KENNEDY B. (ed.), 2001, The Cybercultures Reader, London-New York.

CZAJKOWSKI M., 2002, Wielka encyklopedia Internetu i Nowych Technologii, Wrocław.

LUPTON D., 2001, The embodied computer/user, [w:] BELL D., KENNEDY B..

MITNICK K., 2003, Sztuka podstępu, Gliwice.