artykuły


Dotychczasowe a współczesne koncepcje odbioru

We współczesnych realizacjach internetowych „interaktywność” rozumiana jest jako swoista rewolucja w pojmowaniu roli odbiorcy. W tradycyjnym rozumieniu koncepcja odbiorcy ściśle złączona jest z jednym słowem: bierność. Czasownik „odbierać”, czy powstały od niego rzeczownik „odbiór” w potocznym języku ma jednoznaczną, pasywną konotację. W historii sztuki od początku istniał jasny, oczywisty podział na artystę – twórcę, demiurga i na odbiorcę, którego zadaniem było wydanie jednostkowego, subiektywnego sądu dotyczącego sfery czy to estetycznej, czy to formalnej dzieła. Ten podział był klarowny, powszechnie akceptowany. Jednak do czasu. Nadszedł wiek XX i zaczął podważać to, co do tej pory uchodziło za niepodważalne.

Współcześnie praktyki komunikacyjne nie są jednostronne, narzucające, lecz demokratyczne. Mają formę interakcji. Artysta kreuje przestrzenie, odbiorca staje przed koniecznością udzielenia odpowiedzi – odbiorca przeistacza się w interaktora; on to poprzez swoje twórcze działanie (gest partycypacji) aktywizuje wirtualny projekt artysty.

I tak powstają realizacje interaktywne; tworzy się przestrzeń interaktywna, odrzucająca model komunikowania rozumianego jako jednokierunkowa transmisja znaczeń, w zamian proponowana jest komunikacja jako negocjacja znaczeń Odbiorca zaczyna odgrywać coraz ważniejszą rolę, od niego zaczyna zależeć ostateczny kształt dzieła; decyduje, czy dzieło pozostanie w sferze wirtualnej, czy zaktualizuje się w kreacyjnym doświadczeniu odbiorczym. Hasła „e viva l’arte” zastępują hasła interakcji, partycypacji, współtworzenia.

Ta transformacja nie jest jednak całkowitym zarzuceniem dawnych jakości, ekspresji artysty – po prostu artystyczny gest ekspresyjny zostaje pozbawiony narcyzmu, jest adresowany ku potencjalnym partnerom. Zespala się ekspresję z komunikacją i uczestnictwem. Gest artysty zyskuje przedłużenie w geście odbiorcy, interaktora. Wytwór tego procesu – już nie „sztuka dla sztuki”, ale sztuka jako proces – jest wspólnym dziełem obojga.

Kontemplacja a nawigacja

Bardzo dobrą możliwość realizacji przedstawionych wyżej tendencji oferuje środowisko Internetowe. Klucz do popularności omawianych realizacji może tkwić w fakcie przełożenia owego gestu narcystycznego tworzenia częściowo na odbiorcę. Wreszcie bowiem został on zauważony, doceniony; dostrzeżenie tkwiącego w nim, a dotychczas nie wykorzystywanego potencjału będącego z kolei motorem nowych działań ze strony artysty.

W sztuce charakterystyczną dotychczas postawą odbioru była postawa kontemplacji; a więc postawa bierna. W tworach interaktywnych jest zgoła odmiennie – charakteryzują się one strukturą hipertekstualną (hipertekst – z terminologii informatycznej – to taka forma zorganizowania informacji, która umożliwia korzystanie z niej poprzez nawigację). Realizacje, o których tu mowa, sytuują swych odbiorców w sytuacji percepcyjnej; w chwili kontaktu z dziełem, widzowi odsłania się tylko podstawowa warstwa inicjująca poruszanie się - nawigację, (czyli swobodne, nielinearne - podporządkowane potrzebom bądź wyborom użytkownika, a nie wynikające ze struktury w jaką te informacje zostały ułożone - poruszanie się w złożonej, wielowarstwowej formie hipertekstualnej). Nawigacja zachodzi, jest możliwa poprzez kontekst, z którego to dzieło może dopiero zostać przez odbiorcę /współtwórcę/ zrealizowane.
Interaktywność i multimedialność powoli stają się centralnymi kategoriami współczesnej sztuki, wypierając tradycyjne pojęcia estetyczne – kontemplację, piękno.

Projekty zrealizowane w sieci zmuszają nas do porzucenia tradycyjnych wyobrażeń na temat natury dzieła sztuki i skierowania uwagi na kategorie interaktywności i współtworzenia. Interesującym faktem w owym zagadnieniu jest kwestia jednorazowości owego aktu współ-tworzenia. Mianowicie ów wytwór istnieje tylko i wyłącznie w momencie aktualnym1. Odbiorca staje się współ-twórcą i jednocześnie widzem powstałego tworu, widzem pierwszym ale i ostatnim, jedynym.

Kontekst i autorstwo

Obserwuje się także zjawisko polegające na zmianie porządku relacji łączących elementy składające się na proces komunikowania. To, co powstaje jako pierwsze i za sprawą artysty staje się w gruncie rzeczy kontekstem dzieła, a nie nim samym w tradycyjnym sensie. Dzieło sztuki powstaje w drugiej niejako kolejności – jako wytwór odbiorcy, powstały dzięki dostarczonemu przez artystę kontekstowi. I w ten sposób pojmowany kontekst wydaje się być jedynym typem przekazu, jaki jest dostępny dla artysty w procesie komunikowania charakterystycznym dla sztuki interaktywnej. Jednak ten kontekst – przekaz nie powinien być identyfikowany z dziełem sztuki; nie jest też on w istocie kontekstem komunikacji interpersonalnej (na linii: artysta – odbiorcy/partnerzy) – jest on mianowicie kontekstem interakcji, w której artysta nie uczestniczy na tradycyjnych zasadach, lecz tylko jako zwykły uczestnik. Owe „tradycyjne zasady” kończą się wraz z momentem umieszczenia przez artystę swego projektu na stronach www.

Wydaje się odpowiednim także rozgraniczenie „typów” odbiorcy – wskazanie potencjalnego odbiorcy – obojętnego widza, i odbiorcy faktycznego – adresata.

Potencjalnym odbiorcą jest każda osoba, która siada przed komputerem i podczas swego spaceru po wirtualnej przestrzeni natrafia na stronę www, na której zamieszczone są interaktywne realizacje. Jeśli owe treści w jakiś sposób są zbieżne z jej poglądami, zainteresuje się ona nimi, wejdzie dalej, to wówczas staje się ona odbiorcą właściwym – adresatem. Jednocześnie zostaje zapoczątkowany proces współ-tworzenia nowej realizacji. W miarę zagłębiania się w strukturę strony, wraz z postępem tego procesu odbiorca coraz bardziej identyfikuje się z ową realizacją; w świadomości powstaje obraz jego jako twórcy – tym samym rola pierwszego autora, twórcy właściwego, ulega pomniejszeniu, rozmywa się on kosztem wzrostu poczucia bycia twórcą u odbiorcy2. Można tu zaobserwować zachodzące współcześnie w realizacjach interaktywnych zjawisko polegające na tym, że idea autora zastępowana jest przez ideę autorstwa. Realizuje się ona we wspólnym celu artystów i odbiorców, jakim jest utworzenie nowego wytworu.

Wraz z ostatnim kliknięciem, które kończy proces tworzenia, ów odbiorca, współ-twórca momentalnie przeistacza się psychicznie w widza. Ogląda mniej lub bardziej krytycznie to, co „stworzył”. Wówczas z reguły rodzi się chęć pokazania owego wytworu innym, chęć poddania tego pod czyjś osąd. Nie ma jednak takiej możliwości. Ulotność okazuje się być integralną cechą tego twórczego procesu.

Inter- życie

I tak, stopniowo, pojecie interaktywności staje się kategorią opisująca współczesną rzeczywistość. Inter-aktywność – czyli aktywność „pomiędzy”. Nasze życie zaczyna rozgrywać się w swoistych międzyprzestrzeniach i międzyczasach, w świecie „pomiędzy” – nie tylko pomiędzy różnymi cywilizacjami, różnymi kulturami, ale też pomiędzy REALnością a WIRTUALnością. Jean Baudrillard widzi w tym zjawisku narodziny homogenizacji3; twierdzi, że im częściej przebywamy równocześnie w obu tych światach, tym bardziej łączą się one ze sobą, sprawiając, że tracimy zdolność ich rozróżniania. Realność i wirtualność łączą się w nowe jakościowo rzeczywistości, tworząc symulakry. W świecie symulakrów poruszają się kobiety i mężczyźni – może nawet bardziej kobiety, gdyż silniej zaznacza się w nich chęć upodobnienia się do lansowanych wzorów. Wkraczają one, poniekąd na własne życzenie, do świata symulakrów na zasadzie chęci bycia taką, jak obserwowane dookoła wizerunki – zapominając przy tym, iż są to tylko wykreowane wizerunki.

Symulakryczność zostaje niejako odwrócona – rzeczywiście istniejąca kobieta stara się upodobnić do nierealnego, fikcyjnie tworzonych bądź modyfikowanych na podstawie istniejących realnie wizerunków kobiet, obecnych w cyberprzestrzeni. Świadomie lub nie, wiele kobiet dziś szuka w Internecie, jako medium o bardzo szerokim zasięgu, odpowiedzi na pytanie, jak w dzisiejszych czasach być kobietą.

Wirtualna przestrzeń ma w sobie coś z magii, czy jak chcą inni z ruchomych piasków – niepostrzeżenie wciąga w swe otchłanie, sprawia, że realnie istniejący świat przestaje się liczyć – ważne jest tylko to, co wyświetla się na ekranie monitora. A najczęściej wyświetlają się na nim wizerunki kobiet – wszak kobiece ciała „używane” są przy większości reklamowanych produktów4; mężczyźni poszukują kobiecych ciał, z oczywistych względów estetyczno - seksualnych, kobiety natomiast, poszukują wizerunków kobiet aby być bardziej atrakcyjnymi, kobiecymi właśnie dla mężczyzn.

Spróbujmy zatem prześledzić obecność tego specyficznego zjawiska w interaktywnej przestrzeni.

 

 

Przypisy:

1 W przypadku realizacji graficznych pewnym rozwiązaniem mógłby być klawisz „print screen”, wykonanie screen shot’u i skorzystanie z poczty elektronicznej w celu wysłania komuś ostatecznego wyglądu projektu.

2 Nie mówię tu o odbiorcach świadomych zachodzącego procesu, świadomych obecności autora projektu i obowiązującej hierarchii, świadomych swej współ-twórczej roli; reguł owej specyficznej gry, w jaką wchodzą.

3 Jednak nie w znaczeniu, o którym pisała Antonina Kłoskowska w Homogenizacji kultury masowej.

4 Na temat obecności kobiet w reklamie powstało już wiele prac –niniejsza nie jest jedną z nich.

 

Bibliografia:

1. Kluszczyński R. W., “Społeczeństwo informacyjne. Cyberkultura, sztuka multimediów”, Rabid 2002.

Grupy określane mianem radical others to ekstremistyczne grupy polityczne prowadzące swoją działalność za pośrednictwem Internetu. Interenet jako medium bywa wykorzystywany przez struktury tego rodzaju na tyle często, że pojawiła się nazwa określająca tego typu zjawiska. Powodem zaistnienia takiej sytuacji jest fakt, że łatwość w dostępie do Sieci oraz brak zasadniczych ograniczeń technicznych zachęcają do wykorzystywania jej jako narzędzia propagandowego.

Możliwość ta wykorzystywana bywa szczególnie intensywnie przez grupy (społeczne/polityczne) posiadające utrudniony dostęp do mediów klasycznych (prasa, radio, telewizja) lub nie posiadające go wcale. Egzystujące na obrzeżach życia politycznego ruchy, które z różnych powodów nie są w stanie prezentować swych poglądów przy użyciu klasycznych massmediów zwracają się więc w stronę Intenetu. Szybko doprowadziło to do powstania stron internetowych przekazujących interesujące dane grupy treści, zaś fundamenty ruchów tego typu uległy wzmocnieniu. Internet - o czym często się zapomina - jest siecią ogólnoświatową, więc materiały publikowane przez najmniejsze nawet grupy ze stosunkowo odległych miejsc, mogą stać się przedmiotem publicznego dyskursu. Wprowadza to element eskalacji postaw, bowiem szybko następująca integracja środowisk skłania do przedstawiania się w bardziej radykalnym niż jest to w rzeczwistości świetle.

W przypadku prowadzenia działalności podlegającej karze, pojawia się dla organów państwa problem, polegający na utrudnionym dostępie do przechowywanych w Internecie informacji, a co za tym idzie mocno ograniczonej jurysdykcji organów państwa [DYSON 1999:107]. Jak zostało już zaznaczone, przepisy są tutaj niejasne, przez co np. posadowienie stron na serwerach znajdujących się za granicą może skutecznie utrudnić właściwym organom dostęp do tych stron, a w niektórych przypadkach nawet go uniemożliwić.

W skład środowisk określanych jako radical others można wliczyć także szeroko w Internecie obecne strony prezentujące spiskową teorię dziejów [DEAN 2000:68]. Poglądy tego typu masowo pojawiły się po przemierze filmu Koziorożec-1 (Capricorn-One), prezentującego kulisy manipulowania światową opinią publiczną (na potrzeby polityki zagranicznej i wewnętrznej USA) w związku z wyprawą na Marsa [DEAN 2000:61]. Dodatkowymi czynnikami wzmagającymi społeczne przekonanie o istnieniu grup władzy stojących ponad rządami krajowymi były wydarzenia z niezbyt odległej przeszłości: zabójstwo prezydenta Kennedy’ego, afera Watergate czy szok naftowy. Film wpisał się więc w społeczny klimat, zaś tematyka na dobre zakorzeniła się w amerykańskiej kulturze masowej. Niespełna 20 lat później, społeczne zainteresowanie teoriami spiskowymi powróciło przy okazji spektakularnego sukcesu telewizyjego serialu Z archiwum X (X-files) [BELL 2001:171], w którym głównym wątkiem było sukcesywne odkrywanie przez jednego z bohaterów ogólnoświatowego spisku, mającego za zadanie ukrycie przed opinią publiczną faktu nawiązania kontaktu z pozaziemską cywilizacją. Na takim tle coraz popularniejszej stają się serwisy internetowe prezentujące spiskową teorię dziejów oraz propagujące wiadomości o rzekomym spisku elity politycznych mających ukrywać fakt kontaktów z istotami pozaziemskimi [DAVIS 2002:297].

Te same powody dla których Internet wykorzystywany jest przez radykalne ugrupowania polityczne zadecydowały o jego popularności wśród radykalnych ugrupowań religijnych oraz sekt. Łatwość w dostępie do Interentu sprawiła, że trudno obecnie znaleźć sektę nie prowadzącą działalności w Sieci. Dodatkowo pojawiło się wiele sekt dla których Internet stał się nie tylko medium, ale także celem przekazu duchowego. Coraz większą część sekt stanowią sekty “technologiczne” oraz te postulujące osiągniecie zbawienia przez kontakt z cywilizacjami pozaziemskimi. Główne przesłanie tego typu ruchów jest jednak skrajnie destrukcyjne, zaś podstawową ideologią jest przekonywanie swoich wyznawców do samobójstwa [HERMAN, SLOOP 2000:78].

Podsumowując krótko dotychczasowe rozważania należy stwierdzić, że grupy określane wspólnie jako radical others wykazują kilka wspólnych elementów, którymi są:

  • marginalna rola w dostępie do klasycznych mediów,
  • radykalizm oraz wysoka agresywność prezentowanych poglądów,
  • utylitarne wykorzystywanie Internetu jako środka do prezentowania własnych idei oraz pozyskiwania sympatyków,
  • prymat świata rzeczywistego nad światem wirutalnym.

literaturaBELL D., 2001, An Introduction to Cyberculture, London-New York.

DAVIS E., 2002, TechGnoza. Mit, magia + mistycyzm w wieku informacji, Poznań. DEAN J., 2000, Webs of Conspiracy, [w:] HERMAN A., SWISS T. (ed.).

DYSON E., 1999, Wersja 2.0. Przepis na życie w epoce cyfrowej, Warszawa.

HERMAN A., SLOOP J., 2000, “Red Alert!”. Rhetorics of the World Wide Web and “Friction Free” Capitalism, [w:] HERMAN A., SWISS T. (ed.)

HERMAN A., SWISS T. (ed.), 2000, The World Wide Web and Contemporary Cultural Theory, London-New York.

teksty powiązanekulturowa struktura internetu - queers, cyberqueers

odpowiedz na to pytanie nie jest prosta, jednak badania przeprowadzone w ramach the pew internet & american life project moga wskazac na kilka interesujacych wynikow. jak wskazuje nazwa projektu, dotycza one jednak spoleczenstwa amerykanskiego. coz, darowanemy koniowi nie patrzy sie jednak w zeby…

w omawianym sondazu, na grupe badawcza skladali sie ludzie okreslajacy sie jako nie korzystajacy z internetu. w usa - jednym z najbardziej zinternetyzowanych krajow swiata - odsetek takich osob jest zadziwiajaco wysoki, i wynosi 42%. decyzja o pozostawaniu offline jest jednak ich osobista decyzja, bowiem jak wskazuja dodatkowe wyniki

  • 60% sposrod nich potrafi wskazac w swoim najblizszym otoczeniu miejsca oferujace powszechny dostep do sieci (najczescie wskazywane sa biblioteki),
  • 74% badanych wskazalo na rodzine/bliskich przyjacil jako na aktywnych internautow,
  • jedynie 27% badanej grupy stwierdzilo, ze bardzo niewielu lub nikt ze znajomych nie korzysta z internetu.

ciekawie przedstawiaja sie opinie osob nie korzystajacy z internetu na jego temat. wyniki prezentuje ponizsza tabela:

kategoria zdecydowanie tak raczej tak raczej nie zdecydowanie nie
poczta elektroniczna ułatwia ludziom kontakt 48% 32% 4% 6%
internet ulatwia dostep do informacji 44% 28% 7% 10%
internet jest niebezpieczny 29% 27% 15% 17%
dostep do internetu jest zbyt drogi 23% 20% 17% 12%
internet jest glownie forma rozrywki 22% 28% 20% 15%
internet wprawia w zaklopotanie i jest trudny do codzinnego uzytku 20% 20% 21% 17%
opuszczam rzeczy nie majac dostepu do internetu 16% 22% 18% 36%

jak widac z powyzszych wynikow, osoby nie korzystajace z internetu potrafia dostrzec jego pozytywne aspekty, chociaz biora pod uwage takze czesc - ich zdaniem - negatywnych. powodem takiego a nie innego rozkladu odpowiedzi w tej grupie, jest byc moze fakt, ze jak wskazuja badania departamenu edukacji, okolo 23% doroslej populacji stanow zjednoczonych posiada umiejetnosc czytania i pisania w stopniu na tyle niklym, ze utrudnia im to codzienne zycie. na tle opinii o internecie, interesujace sa wyniki pytania o preferowany typ aktywnosci, w przypadku tych sposrod respondentow, ktorzy deklarowali chec rozpoczecia korzystania z internetu w przyszlosci:

kategoria udzial odpowiedzi
ogolne badania 31%
mail/czat 11%
zakupy 7%
“surfowanie” 6%
czytanie wiadomosci 4%
gry 2%
badania genealogiczne 1%
inne 12%

wyniki badan na temat sposobu postrzegania internetu przez amerykanow prezentuje ponizsza tabela

odpowiedz amerykanie ogolnie uzytkownicy internetu osoby nie korzystajace z internetu
biblioteka 51% 61% 36%
miejsce spotkan 11% 10% 12%
centrum handlowe 10% 10% 11%
szkola 6% 6% 6%
peep show 3% 1% 5%
impreza/zabawa 2% 2% 3%
bank <1%/p> 1% 2%
wszystkie powyzsze 5% 4% 5%
pozostale/nie wiem 11% 5% 20%

powyzej prezentowany jest jedynie fragment calosci badan. zainteresowanie moga raport pobrac (*.pdf), obejrzec online oraz zapoznac sie z innymi raportami pew institute.

 

Rodzi się pytanie, czy zróżnicowana internetowa społeczność posiada jakąś wspólną ideologię lub przynajmniej część wspólnych poglądów. Wydaje się, że dominującą wśród użytkowników Internetu ideologią jest tzw. technolibertarianizm.

Podstawowe jego założenia to:

  • nieograniczona wolność słowa,
  • zbliżony do klasycznego pogląd na kwestie gospodarki,
  • wiara w kapitalistyczny prometeizm,
  • głęboka niechęć do wszelkiego typu regulacji, w tym szczególnie regulacji narzucanych przez instytucje państwowe,
  • akceptacja ideologicznych założeń ruchów o podłożu anarchistycznym,
  • wskazywanie na wewnętrzny rozwój jako zasadniczy cel ludzkiego życia,
  • pragmatyczne podejście do rozwiązywanych problemów.

Głównymi przedstawicielami (techno)libertarianizmu są przede wszystkim inżynierowie zajmujący się informatyką, problemami sieci oraz programowaniem. Całość doktryny zachowuje jednak dość ścisłe związki ze specyficznie pojmowanym gnostycyzmem [DAVIS 2002:146], bazującym na doszukiwaniu się elementów duchowości w zaawansowanej technologii informacyjnej w tym szczególnie Sieci. To właśnie Internet, z jego decentralizacją, brakiem kontroli ze strony rządów, wielkimi możliwościami technologicznymi oraz wysoką efektywnością jest głównym fetyszem technolibertarian [DAVIS 2002:150]. Dla obrony wolności słowa w Internecie utworzna została Fundacja Elektronicznego Pogranicza (Electronic Frontier Foundation – EFF), mająca za zadanie wspierać inicjatywy zmierzające do ochrony Internetu jako zjawiska żywiołowego i samodzielnie się rozwijającego [DAVIS 2002:143]. Ponieważ stworzona została ona przez Johna Perry’ego Barlowa – wokalistę znanego z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych kontrkulturowego zespołu Grateful Dead – w znacznej części zawiera ona postulaty formułowane podczas młodzieżowych buntów z tamtego okresu. Głównym polem działalności EFF stały się Stany Zjednoczone, bowiem jako pierwsze podjęły one na drodze administracyjnej kroki zmierzające do wprowadzenia w Internecie rozwiązań zbliżonych do cenzury. Innym powodem dla którego EFF powstała i rozwija się na terenie USA są uwarunkowania historyczne – w chwili obecnej USA jest krajem ze zdecydowanie najpowszechniejszym i najtańszym dostępem do Internetu.

W pracach krytycznych podkreśla się jednak, że upowszechnienie się technologii komputerowej, Internetu i związanego z nimi zespołu zachowań wpisujących się w ideologie technolibertariańską, w bardzo znaczący sposób wpłyneło na zmianę w podejściu do świata. Haraway podaje przykłady zmian w ogólnych tendencjach, jakie wystąpiły w ciągu lat osiemdziesiątych, a które określa jak przejście od dominacji hierarchicznych, do struktur nazwanych informatyką dominacji [HARAWAY 2000:53].

Zestawienie cech charaktersytycznych dla dominacji hierarchicznej oraz informatyki dominiacji [HARAWAY 2000:53-54]

DOMINACJA HIERARCHICZNA INFORMATYKA DOMINACJI
reprezentacja symulacja
powieść burżuazyjna, opowiadanie science fiction, postmodernizm
organizm komponent biotyczny
gorąc, ciepło hałas, szum
biologia jako praktyka kliniczna biologia jako powołanie
fizjologia inżynieria komunikacyjna
małe grupy podsystemy
doskonałość optymalizacja
eugenika kontrola populacji
dekadencja, Czarodziejska Góra dezaktualizacja, Future Shock
higiena zarządzanie stresem
mikrobiologia, gruźlica immunologia, AIDS
podział pracy ergonomia/cybernetyka pracy
specyfikacja funkcjonalna konstrukcja modułowa
reprodukcja replikacja
organiczna specjalizacja płciowa optymalne strategie genetyczne
determinizm biologiczny inercja ewolucyjna, przemoc
ekologia wspólnoty ekosystem
rasowy łańcuch bytów neoimperializm, humanizm ONZ
naukowe zarządzanie w domu/fabryce globalna/elektroniczna wioska
rodzina/rynek/fabryka kobieta zintegrowana
pensja rodzinna wartość porównawcza
publiczny/prywatny “cyborg-obywatel”
nauka - kultura pola zróżnicowań
współpraca ulepszona komunikacja
Freud Lacan
płeć inżynieria genetyczna
nakład pracy robotyka
umysł sztuczna inteligencja
II wojna światowa Gwiezdne Wojny
kapitalistyczny patriarchalizm rasy białej informatyka dominacji

Obraz przedstawiany przez Haraway nie jest więc obrazem optymistycznym. W swym podejściu zbliża się do bardzo technosceptycznych poglądów Baudrillarda [BAUDRILLARD 1994], z jego pojęciem simulacrum (kopii bez oryginału).

literaturaBAUDRILLARD J., 1994, Simulcra and Simulation, Michigan.

DAVIS E., 2002, TechGnoza. Mit, magia + mistycyzm w wieku informacji, Poznań.

GILL K., JANES L., WOODWARD K., HOVENDEN F. (ed.), 2000, The Gendered Cyborg. A Reader, London-New York.

HARAWAY D.,, 2000, A Manifesto for Cyborgs: Science, Technology and Socialist Feminism in the 1980s, [w:] GILL K., JANES L., WOODWARD K., HOVENDEN F.

od dosc dawna internet jawi sie (szczegolnie jego przeciwnikom) jako raj dla milosnikow pornografii, w tym takze tej twardej czy wrecz o charakterze przestepczym. popularnosc witryn oferujacych tresci erotyczne caly czas utrzymuje sie na wysokim poziomie, a wiekszosc z uzytkownikow nie mialaby problemu z wymienieniem adresow przynajmniej kilku serwisow internetowych.

jeszcze niedawno wydawalo sie, ze dostep do takich tresci bedzie dla osob postronnych coraz bardziej utrudniony, a to z powodu intensywnej eksploracji tej branzy przez firmy komercyjne. dzialalnosc serwisow amatorskich, oferujacych darmowa pornografie zostala znacznie ukrocona, przez konsewkentna polityke egzekucji praw autorskich (glownie na rynku amerykanskim). coraz silniejsze byly tez glosy protestu srodowisk zwalczajcych ten rodzaj publikacji z zasady. w efekcie, dostep do tresci o charakterze wyraznie pornograficznym zostal w nieznacznym stopniu utrudniony.

sytuacje diametralnie zmienilo pojawienie sie aplikacji typu peer2peer, umozliwiajacym internautom pozbawiona praktycznie kontroli wymiane plikow. spektakularny sukces napstera i wymiany plikow *.mp3 sprawil, ze aplikacje tego typu staly sie jednym z czesciej wykorzystywanych narzedzi przez uzytkownikow.

firma Palisade Inc., zajmujaca sie doradztwem w zakresie bezpieczenstwa sieciowego, przeprowadzila niedawno badania na temat sposobu wykorzystywania aplikacji typu peer-to-peer. wyniki tego badania okazaly sie zaskakujace.

sposrod poszukiwanych przez internautow plikow filmowych, 63% stanowily pliki o tresci pornograficznej, zas kolejne 10% - zawierajace pornografie dziecieca. brakujace 27% to inne filmy, takze wymieniane przy lamaniu praw autorskich.

sposrod badanych plikow dzwiekowych (glownie w formacie *.mp3, tylko 1% calosciowej wymiany stanowily pliki legalne, podczas gdy wymiana pozostalych 99% byla naruszeniem praw autorskich

w przypadku plikow graficznych podzial ten przedstawial sie nieco inaczej. na pliki legalne przypadalo mniej niz 1% wymiany, zas pozostale 99% dzielo sie na 75% plikow pornograficznych oraz 24% plikow z pornografia dziecieca.

na tym tle nie powinny dziwic wyniki badania w odniesieniu do programow komputerowych podlegajacych internetowej wymianie: 96% nielegalnych i tylko 4% legalnych

w odniesieniu do calosci wymiany typu peer-to-peer struktura przedstawia sie nastepujaco:
56% - pliki naruszajce prawa autorskie,
35% - pliki pornograficzne,
06% - pliki z pornografia dziecieca,
03% - inne/niejasne.

pelne wyniki badania mozna znalezc na stronach Palisade Inc.

Jednym z głównych czynników przyciągających do Internetu nowych użytkowników jest łatwy i relatywnie tani dostęp do szeroko rozumianej rozrywki. Na dobrą sprawę, dzieje historii ludzkości to dzieje rozrywki a homo sapiens zdecydowanie zbyt często jawił się jako homo ludens. W tym kontekście nie dziwi fakt, że dla każdej wprowadzonej techniki informacyjnej, dominującym staje się w końcu jej wykorzystanie dla celów rozrywkowych [BLOOR 2001:248]. Przekaz i bogata pod tym względem oferta internetowa trafia więc na podatny grunt, co w połączeniu z elastycznością czyni z niej medium rozrywkowe przyszłości. Już obecnie rynek amerykański wskazuje, że wyraźnie zmniejsza się liczba osób prenumerujących papierowe edycje magazynów, na korzyść edycji elektronicznych. Atrakcyjność sieciowej (czy szerzej rzecz ujmując – elektronicznej) rozrywki jest tym silniejsza, że większość ludzi nadal przyzwyczajona jest do biernego „konsumowania” rozrywki emitowanej przez stacje telewizyjne czy radiowe, podczas gdy ta same materiały w Internecie nabierają cech interaktywności i sprawiają wrażenie podlegania wolnemu wyborowi osoby z nich korzystającej.

Za pośrednictwem Internetu dostępnych jest cały szereg rozrywek, poczynając od lektury różnego rodzaju magazynów, poprzez interaktywne gry aż do relatywnie głębokich związków uczuciowych i erotycznych. Spośród wymienionych głównych form rozrywki, zdecydowanie największym powodzeniem cieszą się gry oraz szeroko rozumiane kontakty towarzyskie.

Rynkowy nacisk na tworzenie coraz potężniejszych komputerów do amatorskiego zastosowania ma bezpośredni związek z rynkiem gier komputerowych. Postęp w dziedzinie graficznej obudowy gier oraz tworzenia coraz bardziej zaawansowanych algorytmów tę grę obsługujących (mających za zadanie zbliżyć ją w jak największym stopniu do rzeczywistości) wymusza na producentach sprzetu silną konieczność dokonywania szybkich zmian. Tym co dodatkowo wzmacnia ten proces jest fakt, że coraz lepsze komputery przeznaczane są do coraz młodszych grup odbiorców, bowiem korzystanie z komputera rozpoczynają dzieci pokolenia, które swoją przygodę z informatyką rozpoczynało kilka lat temu. Dla takich osób komputery stanowią jedno z podstawowych narzędzi pracy czy rozrywki, powstaje więc samonapędzająca się pętla, w której producenci oprogramowania przygotowują kolejne wersje gier w oparciu o prototypowe technologie, zmuszając tym samym producentów sprzętu komputerowego do sprostania narzucanym standardom i podnoszenia mocy obliczeniowej komputerów.

W przypadku rynku gier, pojawienie się Internetu wprowadziło także zupełnie nowe standardy – gier sieciowych. Do czasu rozwoju Sieci, gry opracowywane były przeważnie dla jednego gracza, którego partnerem był program komputerowy ewentualnie inny człowiek grający jednakowoż na tym samym komputerze. Dynamiczny rozrost Sieci doprowadził do sytuacji, w której zasadniczym elementem każdej gry jest gra wieloosobowa (mulitplayer), pozwalająca na rywalizację z innym ludźmi. Powszechność dostępu sprawia, że partnerem/przeciwnikiem w grze może być osoba z dowolnego zakątka świata (pod warunkiem posiadania komputera oraz dostępu do Internetu). Rozrywka tego typu staje się coraz popularniejsza i jest magnesem przyciągającym przed monitory coraz szersze grupy osób. Na bazie specyficznych gier komputerowych rodzą się całe subkultury, zaś zajmowanie wysokiego miejsca w rankingach wyników jest dla młodych ludzi dużym powodem do dumy.

Dużą popularnością cieszą się także oferowane za pośrednictwem Internetu wirtualne kasyna. Jest to oferta szczególnie interesująca dla osób mających utrudniony dostęp lub zupełnie pozbawionych dostępu do gier hazardowych. Ponieważ brak jest jednoznacznego orzecznictwa oraz prawa międzynarodowego dotyczącego Internetu, z hazardu on-line korzystać mogą np. obywatele państw, w których jest on prawnie zakazany. Dzięki Internetowi hazard staje się dostępny także dla osób niepełnoletnich, bowiem mimo wymogu weryfikacji wieku przed skorzystaniem z tego typu rozrywki, możliwe jest stosunkowo proste oszukanie systemu go weryfikującego. Poza tym, bez większych problemów w Sieci znaleźć można zestawy przepustek (na które składa się nazwa użytkownika oraz hasło dostępu) umożliwiających dostęp do serwisów hazardowych.

Według szacunków ekonomistów zajmujących się nową gospodarką, największe zyski osiągane są jednak przez przedsiębiorstwa oferujące w Internecie treści o charakterze erotycznym i pornograficznym. Zyski te osiągane są z tytułu pobierania opłaty abonamentowej za prawo do korzystania z serwisu. Z powodów opisywanych już wyżej, możliwy jest jednak dostęp do serwisów erotycznych bez uiszczania stosownych opłat – powszechnie dostępne są serwisy darmowe, z nielegalnie zdobytymi fotografiami czy filmami. Zamykanie jednych powoduje otwieranie innych, o tej samej tematyce. Popularność serwisów erotycznych wynika przede wszystkim ze względnej dyskrecji i anonimowości korzystania z nich. Podczas gdy dostęp do materiałów o charakterze pornograficznym w świecie „zaprawy i cegły” wymaga udania się do odpowiedniego punktu sprzedaży i stanięcia twarzą w twarz ze sprzedawcą, o tyle Internet zapewnia dużą dozę dyskrecji (większość użytkowników nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest to dyskrecja pozorna, bowiem bez większego trudu możliwe jest sprawdzenie jakie witrny przez daną osobę były odwiedzane). Nie bez znacznenia jest także powszechność dostępu do treści erotycznych – często strony takie odwiedzane są przez dzieci i młodzież, które nie mają jeszcze prawa do nabywania takich materiałów na drodze legalnej.

Jednak rozrywka erotyczna, to nie tylko podejście pasywne (polegające na oglądaniu prezentowanych treści). Ponieważ człowiek jest z natury istotą społeczną, dużą przyjemność znajduje w obcowaniu innymi ludźmi. Potrzebę tę wypełniają usługi komunikacyjne oferowane przez Internet, jak np. kanały IRC (Internet Relay Chat), pokoje chatowe czy omawiane w dalszej części pracy – wspólnoty MUD (Multi-user Dungeons). Wraz ze wzrostem liczby użytkowników Sieci, coraz większą popularnością cieszy się cyberseks (cybersex, compu-sex), czyli rozmowy na tematy erotyczne. Najczęściej cyberseks jest rozmową grupy ludzi, tworzących rodzaj teatru, gdzie aktorzy relacjonują swoje zachowanie w stosunku do pozostałych osób biorących udział w sesji, co łączone jest z zachowaniami masturbacyjnymi [BRANWYN 2001:399]. W związku z pandemią AIDS, zwolennicy cyberseksu przedstawiają to zachowanie jako „bezpieczny seks”. Problem ten łączy się także z ogólnymi trendami życia seksualnego (głównie w Stanach Zjednoczonych), gdzie w kręgach studentów popularne są krótkotrwałe i intensywne związki opierające się na doznaniach cielesnych. W ramach społeczności akademickiej funkcjonuje nawet zwrot „podłączyć się” (jacking-in), będący synonimem stosunku płciowego z przypadkowym partnerem. Takie zachowania pojawiające się w życiu realnym skutkują rozpowszechnianiem się cyberseksu, który staje się zjawiskiem powszechnym.

literatura BELL D., 2001, An Introduction to Cyberculture, London-New York.

BLOOR R., 2001, wirtualny b@zar. od jedwabnego szlaku po szlak elektroniczny, Warszawa.

BRANWYN R., 2001, Compu-sex. Erotica for cybernauts, [w:] BELL D., 2001.

Jednym z podstawowych pojęć wykorzystywanych do analizy zjawisk kulturowych w Internecie jest pojęcie cybeprzestrzeni (cyberspace). Zostało ono spopularyzowane przez Williama Gibsona w jego powieści Neuromancer [GIBSON 1999]. Opublikowany w 1984 roku Neuromancer szybko stał się bestsellerem i wraz z kolejną książką Gibsona – Mona Liza Turbo [GIBSON 1997] – wyznaczył nowy kierunek rozwoju literatury science-fiction – cyberpunk. Świat Gibsona jest światem zdominowanym przez wielkie korporacje, żyjącym na krawędzi narkotycznego snu, gdzie trudno jest odróżnić rzeczywistość od wirtualności. W ramach gibsonowskiego świata funkcjonuje undergroundowy i pełen subkultur świat komputerowy. Główny bohater książki jest – używając dzisiejszej terminologii – hakerem, a więc osobą specjalizującą się we włamywaniu się do systemów komputerowych. W przpadku świata Gibsona nie są to statyczne systemy komputerowe, jakie funkcjonują w świecie rzeczywistym, ale rodzaj zamiennej w stosunku do prawdziwej – rzeczywistości. Gibson nazywa ją cyberprzestrzenią:
to jest cyberprzestrzeń. Konsensualna halucynacja, doświadczana każdego dnia przez miliardy uprawnionych użytkowników we wszystkich krajach, przez dzieci nauczane pojęć matematycznych… Graficzne odwzorowanie danych pobieranych z banków wszystkich komputerów świata. Niewyobrażalna złożoność” [GIBSON 1997:53].

Mimo że koncepcji tak rozumianej cyberprzestrzeni można dopatrywać się w literaturze SF już wcześniej, to jednak Gibson uznany został za jej twórcę, ponieważ właśnie jemu udało się wprowadzić pojęcie to do słownika powszechnego. Definicja wprowadzona przez Gibsona stworzna została jednak na potrzeby jego książki – mimo dynamicznego rozwoju technologii cyfrowych, nadal odległe jest wprowadzenie w życie jego koncepcji. Jednak mimo to, pojęcie „cyberprzestrzeni” powszechnie funkcjonuje w literaturze badającej problemy Internetu i nowych technologii. Rodzi ono jednak spore problemu definicyjne i na dobrą sprawę nie ma jasnej wykładni czym cyberprzestrzeń faktycznie jest. Większość uczestników dyskursu tworzy własne teorie, będące wariacjami na temat definicji gibsonowskiej biorąc pod uwagę aktualny stopnień rozwoju techniki komputerowej.

Analizując pojęcie cyberprzestrzeni, należy rozpocząć od rozważenia problemu jej realności, bowiem przestrzeń ta jest przestrzenią wirtualną – nie funkcjonuje ona nigdzie indziej poza pamięciami komputerów oraz w umysłach zajmujących się nią osób. Definiując cyberprzestrzeń możnaby opisać ją jako wirtualną przestrzeń tworzoną przez połączone w sieć i komunikujące się ze sobą komputery. Z drugiej jednak strony należy pamiętać o odróżnieniu łączącej poszczególne terminale sieci komputerowej od pojęcia cyberprzestrzeni. Być może bardziej zasadnym byłoby definiowanie cyberprzestrzeni jako ogółu zjawisk zachodzących pomiędzy użytkownikami korzytającymi w komunikacji między sobą z terminali komputerowych. Takie ujęcie pozwala na uwzględnienie w definicji cyberprzestrzeni nie tylko sprzętu komputerowego czy oprogramowania, ale także najważniejszej części – ludzkiego mózgu. Byłaby to definicja zbliżona do stanowiska prezentowanego przez subkulturę posthumanistyczną.

Internet, rzeczywistość wirtualna, cyberprzestrzeń i pojęcia pokrewne wywodzą się głównie z amerykańskich kręgów naukowych. W pracach krytycznych zajmujących się symboliką Internetu podkreśla się jego podobieństwo do funkcjonującego w społeczeństwie amerykańskim mitu dzikiego zachodu i pograniczna. Internet traktowany jest jako współczesna granica dzikiego zachodu (wild west frontier) ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jedną z nich jest stosunkowo duża – jak na standardy dzisiejszego życia – dowolność zachowań, w tym zachowań w innych sytuacjach uznawanych za wątpliwe moralnie a nawet zakazanych przez prawo. Przekonanie to oddaje zresztą nawet potoczne określenie hakerów jako kowbojów (cowboys), zapoczątkowane zresztą przez Gibsona. W literaturze jako synonim hakera często pojawia się określenie „wolnego jeźdźca” (freerider, easy rider). Oba te określenia charakterystyczne są dla amerykańskiej kultury masowej końca lat 60-tych XX wieku. Jedną z przyczyn jest być może fakt, że ideologia Internetu została stworzona właśnie przez ludzi wywodzących się z ruchów kontrkulturowych lat 60-tych. Nie można jednak abstrahować od dziedzictwa kulturowego Ameryki ciągnącego się jeszcze od czasów podboju dzikiego zachodu w końcu XIX wieku.

Analizując skład grup społecznych mających dostęp do Internetu, pamiętać trzeba o wyraźnie występującym podziale na bogatą Północ i biedne Południe. Pełny i nieograniczony (pod względem głównie przepustowości) dostęp do Sieci przynależny jest bogatym krajom Północy, w tym szczególnie Stanom Zjednoczonym, które są liderem przemian w dziedzinie Interentu i technologii z nim związanych. Jest to wynikiem zaszłości gospodarczych Południa, bowiem zapewnienie powszechnego dostępu do Sieci wymaga stosunkowo wysokich nakładów finansowych na budowę i utrzymanie infrastruktury. Nie bez znaczenia są również koszty samych terminali, które mimo iż niewielkie w przypadku krajów bogatych, w przypadku Południa mogą stanowić jedną z barier w powszechnym dostępie do Internetu. Niestety, utrudnienia w dostępie do Sieci, na zasadzie sprzężenia zwrotnego przyczyniają się do dalszego zubożenia tych krajów i warstw ludności z Sieci nie korzystających. Prowadzi to do powstania tzw. „problemu osób bez konta” (PONA problem, Persons With no Account problem, lumpenPONA) – osoby nie dysponujące dostępem do Interentu stają się coraz biedniejsze i pozbawiane życiowych szans, ponieważ jednym z podstawowych warunków uzyskania atrakcyjnej pracy jest dobra znajomość techonologii komputerowej, w tym także Internetu [BLOOR 2001:316]. Adres poczty elektronicznej z interesującego dodatku staje się koniecznością, zaś jego brak bywa czynnikiem dyskwalifikującym. Jak zwraca się jednak uwagę, nowa gospodarka staje się jedyną drogą pozwalającą krajom zacofanym na w miarę szybki rozwój gospodarczy [CASTELLS 2003:16].

literaturaBLOOR R., 2001, wirtualny b@zar. od jedwabnego szlaku po szlak elektroniczny, Warszawa.

CASTELLS M., 2003, Galaktyka Internetu. Refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeństwem, Poznań.

GIBSON W., 1997, Mona Liza Turbo, Poznań.

GIBSON W., 1999, Neuromancer, Poznań.

Jedną z dziedzin w której wpływy Internetu i nowych technologii wydają się znaczące jest gospodarka. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, poczynając od historycznych aż do czysto ekonomicznych (redukcja kosztów). Podobnie jak cały Internet, gospodarka elektroniczna jest zjawiskiem stosunkowo nowym – rozpowszechniony obecnie przedrostek „e” przed nazwami zjawisk odnoszących się do świata komputerów i Internetu pojawił się dopiero kilka lat temu: robiące zawrotną karierę słowo „e-business” wymyślone zostało przez pracowników działu marketingu koncernu IBM i jego popularność była dla wszystkich wielkim zaskoczeniem. To właśnie od kampanii reklamowej produktu IBM reklamowanego z użyciem przedrostka „e” w nazwie (na określenie produktów elektronicznych) datuje się rozwój e-gospodarki [BLOOR 2001:34].

Obecnie przyjmuje się, że wdrożenie do rozwiązań biznesowych zaawansowanych systemów komputerowych oraz – przede wszystkim – wykorzystanie Internetu na ich potrzeby, stworzyło na rynku nagłą zmianę warunków konkurencji i funkcjonowania porównywalną z pierwszym szokiem naftowym. Ekonomiści zajmujący się nową gospodarką wskazują, że powszechne pojawienie się rozwiązań bazujących na prowadzeniu części działalności gospodarczej w Internecie, przyniosło skutki w postaci zachowań będących wynikiem poważnego wstrząsu, a którymi są:

  • oddziaływanie na praktycznie wszystkie przedsiębiorstwa,
  • nowa redystrybucja bogactwa i przepływów finansowych,
  • liczne upadki przedsiębiorstw,

i wynikająca z powyższych przesłanek zmiana światowego układu sił.

Stosunkowo niskie koszty prowadzienia działalności w Internecie oraz duża elastyczność tego medium sprawiają, że przejście z sektora „zaprawy i cegły” (jak określa się technologie „stare”) do sektora nowych technologii jest możliwe w przypadku prawie każdej branży. W warunkach systemu wolnorynkowego, wymusza to zmiany dostosowawcze w pozostałych przedsiębiorstwach, i w efekcie prowadzi do powstania fali zmian przechodzącej przez daną branże. Oczywistym jest, że prędzej czy później zmiany te wymuszą dostosowanie się na wszystkich firmach, lecz znaczące zyski z tego tytułu osiągną tylko te przedsiębiorstwa, które konwersji na nową gospodarkę dokonały jako pierwsze.

Przykład księgarni internetowej amazon.com (uważanej za jedno z modelowych przedsiębiorstw nowej gospodarki) wyraźnie wskazuje, że nawet firma rozpoczynająca swoją działalność od przysłowiowego zera, jest w stanie w ciągu trzech lat osiągnąć na rynku pozycję dominującą [SEYBOLD 2001a:170], wypierając z niego uznanych i działających w ramach oligopolu konkurentów. W przypadku amerykańskiego rynku książkowego okazało się, że zarówno marka jak i sieć dystrybucyjna największej w USA sieci księgarni Banes&Nobles okazała się w starciu z amazonem znacznie mniej elastyczna i nieefektywna [SPECTOR 2000:163]. Wymusiło to na B&N zasadnicze zmiany w strukturze firmy oraz podejściu do klientów, jednak zostały one podjęte zbyt późno oraz były realizowane w sposób zbyt zachowawczy. W efekcie nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Szczególnie zwraca uwagę konieczność przeprowadzania głębokich zmian w restrukturyzowanych pod kątem dostosowania do wymogów nowej gospodarki przedsiębiorstwach. B&N stało się przykładem przedsiębiorstwa, które nie do końca zrozumiało ideę leżącą u podstaw Internetu, handlu elektronicznego i przełomu w świadomości konsumeckiej, a które było przekonane, że dostosowanie się do nowej sytuacji będzie możliwe poprzez niewielkie z punktu widzenia całej firmy zmiany. W przypadku dużego i stabilnego przedsiębiorswa jakim jest Barnes&Noble spodowowało to jedynie straty, które firma zmuszona została pokryć, jednak w przypadku popełnienia podobnego błędu przez mniejsze firmy, skutkiem jest przeważnie ich eliminacja z rynku. Wbrew pozorom, podjęcie decyzji o zmianie sposobu prowadzenia dzialności nie jest sprawą prostą, bowiem wymaga od kierownictwa i pracowników firmy całkowitego przewartościowania założeń leżących u dotychczasowych podstaw funkcjonowania przedsiębiorstwa. Stawką w tej grze jest jednak nie tylko przetrwanie firmy, ale także możliwość dalszego rozwoju.

Zmiany wymuszone przez powszechną akceptację handlu elektoronicznego, mogą doprowadzić nie tylko do upadku poszczególnych przedsiębiorstw, ale nawet do zmiany światowego układu sił. Podobnie jak kryzys naftowy, który w centrum zainteresowania postawił kraje produkujące i eksportujące ropę naftową oraz umożliwił im dynamiczny rozwój, także „szok elektroniczny” może przynieść podobne skutki. Należy spodziewać się obniżenia się rangi gospodarek i krajów nie dostosowujących się (lub dostosowujących w zbyt wolnym tempie) do wymogów nowej ekonomii. Tendencja wzrostu znaczenia sektora usług w stosunku do roli przemysłu (w tym przemysłu ciężkiego) będzie się nasilać, ze wskazaniem na cora większą rolę usług o charakterze elektroniczno-informacyjnym.

„Szok elektroniczny” w stosunku do szoku naftowego różni się zasadniczo jedynie skutkiem w polityce cenowej. O ile szok naftowy spowodował skokowe podniesienie się poziomu cen ropy naftowej co wygenerowało światowy impuls inflacyjny, o tyle efekty „szoku elektronicznego” są krańcowo przeciwne – zamiast impulsu inflacyjnego generowany jest impuls deflacyjny. Powodem tego są znacznie niższe koszty prowadzenia działalności gospodarczej za pośrednictwem Internetu, niż w przypadku najbardziej nawet efektywnych metod gospodarki „zaprawy i cegły”. Jak szacuje się obecnie, koszt złożenia zamówienia za pośrednictwem Internetu stanowi około 30% kosztu zamówienia telefonicznego, przy czym pamiętać należy, że zamówienie telefoniczne uważane było dotąd za najtańszy sposób składania zamówień. Podążąjąc tym tropem dalej okazuje się, że koszt złożenia zamówienia z prośbą o pomoc oraz dostarczenia tejże pomocy za pośrednictwem Internetu stanowi ok. 10% kosztu udzielenia tej samej pomocy przez telefon. Koszt wysłania listu elektronicznego (e-mail) jest dziesięciokrotnie niższy od kosztu przesłania faksu, zaś w stosunku do kosztu wysłania klasycznego listu (zwanego często z powodu czasu jaki upływa od jego nadania do dostarczenia – snail-mail) stanowi on jego tysięczną część.

Ważnym aspektem wpływu Internetu na gospodarkę w ujęciu mikroekonomicznym, jest zmiana w tzw. krzywej życia produktu. W obowiązującym dotychczas paradygmacie mikroekonomiczno-marketingowym zakładano sekwencyjne występowanie kilku okresów życia produktu. Szansę na realizację zysków upatrywano w maksymalnym przedłużaniu okresu w którym produkt znajduje się na szczycie krzywej. Wprowadznie nowej gospodarki spowodowało, że w stosunku do produktów oferowanych za jej pośrednictwem coraz cześciej mówi się o „krzywej kija hokejowego” – stosunkowo wolny start i faza początkowa, za to bardzo dynamiczny i długookresowy wzost, bez elementu stabilizacji [BLOOR 2001:52]. W przypadku dobrego zarządzania produktem i firmą możliwe jest ciągłe przedłużenie części wzrostowej tej krzywej i uczynienie jej permanentną.

Nowa ekonomia skupia się przede wszystkim na dziesięciu typach aktywności które stanowią: rozrywka pasywna (rozumiana w sposób zbliżony do telewizji, radia czy publikacji papierowych), rozrywka emitowana na żywo, selektywna rozrywka pasywna (rozrywka pasywna wzbogacona o możliwości podejmowania przez konsumenta decyzji co do jej wyboru), rozrywka interaktywna (gry interaktywne), wyszukiwanie informacji, aktywność towarzyska, poszukiwanie pracy, wykonywanie pracy, nabywanie towarów, konsumpcja reklam, funkcje dodatkowe [BLOOR 2001:250].

Rozważania na temat zmiany wnoszonych przez pojawienie się gospodarki cyfrowej mogą być prowadzone dalej, jednak w niniejszym opracowaniu stanowią one tło, dla zrozumienia zmian w mentalności oraz sposobnie postrzegania świata użytkowników Internetu. Funkcjonowanie gospodarki w oparciu o model internetowy stanowi na dobrą sprawę usankcjonowanie roli jaką nowe media odgrywają we współczesnym świecie, bowiem zaangażowanie się w daną inicjatywę przedsięwzięć biznesowych świadczy o istotnych związanych z nią przesłankach rozwoju. Cały czas pamiętać jednak należy, że Internet i wymuszona przez niego nowa gospodarka są zjawiskami w stosunku do klasycznych przedsiębiorstw – skrajnie destrukcyjnymi [BLOOR 2001:3], głównie poprzez dostarczanie klientom nowych informacji oraz uczynienie ich głównymi podmiotami decyzyjnymi w procesach biznesowych firm [SEYBOLD 2001b:10].

literaturaBLOOR R., 2001, wirtualny b@zar. od jedwabnego szlaku po szlak elektroniczny, Warszawa.

SEYBOLD P., 2001a, Klienci.com. Jak tworzyć skuteczną strategię biznesową dla Internetu i nie tylko, Kraków.

SEYBOLD P., 2001b, The Customers Revolution. How to Thrive When Customers Are in Control, New York.

SPECTOR R., 2000, amazon.com. Historia przedsiębiorstwa które stworzyło nowy model biznesu, Warszawa.

Pojęcie tragizmu i tragiczności funkcjonuje (świadomie) w kulturze europejskiej od czasów starożytnej Grecji. Starając się ująć je jak najogólniej, należałoby stwierdzić, że jest ono ściśle związane z pojęciem konfliktu tragicznego. O tym ostatnim można mówić w wielu wypadkach, szeroko omawianych między innym przez Karla Jaspersa w jego Filozofii egzystencji[2], co jednak wydaje się najbardziej charakterystyczne to pojawienie się w takim konflikcie dwóch stron reprezentujących wartości “wysokie”, o dodatnim nacechowaniu etycznym. Możliwe są także inne konfiguracje stron konfliktu (np. CZŁOWIEK - BÓG, BÓG - BÓG, CZŁOWIEK - PRZEZNACZENIE, BÓG - PRZEZNACZENIE, itp.) jednak zawsze dochodzi w nim do zniszczenia przynajmniej jednej z wartości. W efekcie prowadzi to do niemożności przeprowadzenia jednoznacznej oceny moralnej zaszłych czynów i stawia człowieka w obliczu tragizmu właśnie. Należy jednak zauważyć, że poczucie tragiczności na przestrzeni ostatnich wieków znacznie się zdewaluowało - desakralizacja świata, wraz ze stworzeniem nowoczesnej gospodarki kapitalistycznej i zeświecczonej kultury, spowodowały odejście od konieczności przeżywania poczucia tragiczności. Znaczny wpływ wywarła także dominująca w Europie religia chrześcijańska, w swoim wymiarze eschatologicznym pozbawiająca praktycznie wiernych możliwości przeżywania poczucia tragiczności. Nie oznacza to jednak że poczucie tragiczności zanikło zupełnie - oznacza to jedynie, że znacznie trudniej jest współcześnie odnaleźć jego echa, niewątpliwie jednak immanentne człowiekowi poczucie tragiczności objawia się w wielu sytuacjach, często pozornie bardzo odległych od pierwowzoru.

Niewątpliwie trudno jest mówić o wartości etycznej zarządzania jako takiego. Najczęściej pod pojęciem “etyki zarządzania” rozumie się analizy poszczególnych przypadków i na tej podstawie formułuje się wnioski dotyczące pożądanego w danej sytuacji zachowania. Podkreślić jednak należy, że przeprowadzając takie analizy nie odpowiada się jedynie na pytanie o etykę samego zarządzania, a tylko poszczególnych jego fragmentów. Konieczne staje się więc udzielenie odpowiedzi na pytanie o wartość etyczną procesu zarządzania per se. W tym celu konieczne będzie odnalezienie płaszczyzny, na której możliwa będzie jednoznaczna etyczna ocena procesu zarządzania.

We współczesnej, zglobalizowanej i nastawionej wyłącznie na zysk gospodarce, udzielenie odpowiedzi na pytanie o wartość etyczną zarządzania (kierowania) będzie także próbą udzielenia odpowiedzi na pytania dotyczące etyki światowej gospodarki. Rozstrzygnięcie dylematu co do Dobra i Zła w procesie zarządzania, będzie także stanowiło przyczynek do uzyskania odpowiedzi na temat wartości osiągnięć współczesnej cywilizacji.

Niepokój budzi prezentowane w wielu podręcznikach do etyki zarządzania podejście według którego stosowanie reguł moralnych i dbanie o dobry wizerunek firmy, przynosi zysk i jako takie powinno być wykorzystywane jako jeden z czynników maksymalizacji zysków w przedsiębiorstwie. Jest to takie samo podejście, które krytykuje Max Weber w Etyce protestanckiej i duchu kapitalizmu[3], gdzie stwierdza on, że kultura kapitalistyczna postrzega bycie uczciwym nie jako uczciwość samą przez się, ale jako wygodny środek do budowania zaufania wspólników.

Dla potrzeb niniejszego opracowania, pod pojęciem zarządzania rozumieć się będzie to, co w literaturze dotyczącej problematyki zarządzania określa się jako “kierowanie”. Czym jest kierowanie? Obecnie funkcjonuje co najmniej kilka definicji, z których najbardziej chyba ogólną (a jednocześnie - najtrafniejszą) jest ta, mówiąca że kierowanie jest tym, czym zajmują się kierownicy. W jednej z podstawowych pozycji dotyczących problematyki zarządzania i kierowania, James Stoner definiuje kierowanie jako “proces planowania, organizowania, przewodzenia i kontrolowania działalności członków organizacji oraz wykorzystywania wszystkich jej zasobów dla osiągnięcia ustalonych celów”[4].

W tejże samej pozycji, można znaleźć także inną, podawaną za Mary Parker Follett definicję, mówiącą iż kierowanie jest sztuką realizowania czegoś za pośrednictwem innych ludzi[5] - autorka tej definicji wprost przyznaje, że istotą kierowania jest osiąganie przez kierowników celów organizacyjnych poprzez spowodowanie wykonania ich przez innych.

Wydaje się jednak, że pojęcie zarządzania czy kierowania powinno być analizowane przez nauki społeczno - polityczne w jego powiązaniu z pojęciem władzy, w tym szczególnie władzy politycznej. Należy przy tym jednak dość wyraźnie rozróżnić tutaj władzę od kierowania. Klasyczna władza jest znacznie bardziej sformalizowana i “twarda” niż omawiane tutaj przywództwo. Jak podaje Burnes “jest ono [przywództwo - M.P.] relacyjne, kolektywne i zorientowane na cele. Realizacja celów jest czynnikiem wspólnym przywództwa i władania (…)”[6].

W tym miejscu należałoby odpowiedzieć sobie na pytanie o charakter procesów zarządzania w przedsiębiorstwach - czy mają one charakter bardziej władczy czy bardziej przywódczy (kierowniczy).

Z pojęciem zarządzanie nierozłącznie wiąże się pojęcie władzy. Definicji władzy istnieje wiele - na potrzeby niniejszego tekstu odpowiednią wydaje się definicja zaproponowana przez Kennetha Jande, w której definiuje on ją jako “zdolność wywoływania u innych zmian zachowań, która będzie zgodna z ich uzgodnionymi wzorcami”.[7]

Kluczową kwestią związaną z takim ujęciem władzy, jest umiejętność udzielenia odpowiedzi na pytanie o skalę wpływu i sposoby jego realizacji - właśnie tutaj kryje się rozróżnienie pomiędzy Hitlerem i Lutrem. W ramach koncepcji władzy istnieje także wewnętrzna jej “typologia”. Jednym z typów władzy jest władza przywódcza, dla której charakterystyczne są między innymi:relacyjność, kolektywność i orientacja na cele, powiązanie z ludźmi, możliwość zaspokajania oczekiwań podwładnych (zwolenników).

Na tle innych definicji władzy, szczególnego znaczenia nabiera czynnik zaspokajania potrzeb podwładnych. Klasyczne definicje władzy skupiają się jedynie na podkreślaniu wpływu władzy na podwładnych, nie dostrzegając elementu zwrotnego tej relacji. Podejście “przywódcze” zmienia ten stan rzeczy i czyni z podwładnych partnerów (przynajmniej częściowo) osoby posiadającej władzę. Należy jednak pamiętać, iż nadal jest to jednostronna relacja kierowania i że decyzje podejmowane są przez jedną osobę. W ramach koncepcji przywództwa dostrzec też można pewien jego nurt, wyraźniej podkreślający rolę podwładnych w podejmowaniu decyzji. Jest to tzw. przywództwo transformacyjne, którego cechami charakterystycznymi są:
fakt wchodzenia przez przełożonych i zwolenników (podwładnych) we wzajemne interakcje (co pozwala na wyzwolenie nowych możliwości motywowania ludzi), wzajemne nakładanie się celów przełożonych i podwładnych (co prowadzi do uwspólnienia celów), wynikające z tego podniesienie na wyższy moralnie poziom zachowań oraz etycznych aspiracji lidera (przełożonego), a także osób z nim współdziałających

Na płaszczyźnie etycznej prowadzi to do zasadniczego przewartościowania procesu zarządzania. Klasyczne zarządzanie rozumiane jako “twarda” władza powinno być postrzegane zdecydowanie negatywnie, jako działanie ograniczające w znacznym stopniu wolność jednostki, przymuszające ją do wykonywania pewnych (niechcianych przez nią) działań, często prowadzące do uprzedmiotowienia człowieka. W przeciwieństwie do tego, przywództwo korelacyjne (transformacyjne) wprowadza pewne pozytywne aspekty, z których najważniejszy to motyw integracji celów przełożonych z celami podwładnych (co umożliwia ograniczenie konieczności korzystania z “twardej” władzy) oraz kontakty między podwładnymi a przełożonymi pozwalając postrzegać ich wzajemnie jako jednostki ludzkie. Pamiętać jednak trzeba, iż nadal pozostają mocno wątpliwe z etycznego punktu widzenia problemy związane z ograniczeniami wolności osobistej.

O dwóch koncepcjach wolności

Z pojęciem władzy nierozłącznie związane jest pojęcie wolności. Pomijając szczegółowe rozważania, mówić można o dwóch koncepcjach wolności: “wolności do” i “wolności od”. Jeszcze do niedawna za główną koncepcję wolności uchodziła ta, twierdząca że prawdziwa wolność polega na braku ograniczeń co do dysponowania swoją osobą (wolność od). Była to więc wolność o charakterze “przyzwalającym”, polegająca na braku ograniczeń i utrudnień w podejmowaniu działalności i jej prowadzeniu. Dopiero wraz z rozwojem nowoczesnej myśli liberalnej pojawiła się nierozłączna z koncepcją “wolności od” - koncepcja “wolności do”.

Wolność negatywną (”wolność od”) definiować można jako stan, w którym na jednostkę nie działają żadne czynniki zewnętrzne, ograniczające możliwości jej działania. Wolność negatywna najczęściej ograniczana jest poprzez funkcjonowanie zakazów czy nakazów, ujmujących w karby prawa (zwyczaju) postępowanie jednostek. W tych ramach, jednostki nie mogą podejmować każdej preferowanej przez siebie działalności, a tym samym dochodzi do ograniczenia wolności negatywnej. W tej koncepcji bycie wolnym związane jest z brakiem ograniczeń narzucających zakazy czy wymuszających pewne działania.

Koncepcją zupełnie przeciwną jest koncepcja wolności pozytywnej, opierająca się nie na uznawaniu za wolność jedynie faktu braku przymusu do czynienia czegoś, ale uznająca za wolność możliwość i konieczność podejmowania pewnych działań. W praktyce okazuje się, że jest to wolność znacznie bardziej twórcza i sprawcza, która poprzez swoje działanie wynosi człowieka na wyższe poziomy rozwoju. Bardzo często “wolność do” jest wolnością trudniejszą, wymagającą od człowieka większego zaangażowania, wyraźnego opowiedzenia się po jednej ze stron i czynnego udziału w jej tworzeniu.

Rozróżnienie pomiędzy wolnością pozytywną (wolnością do) i wolnością negatywną (wolnością od) jest jednym z najbardziej fundamentalnych rozróżnień w naukach politycznych i filozofii wolności. Obie te wolności są od siebie wzajemnie zależne, chociaż warunkiem sine qua non, jest bez wątpienia wolność negatywna (wolność od). Jest to stan, w którym na jednostkę nie działają żadne czynniki zewnętrzne ograniczające możliwości jego działania. Innymi słowy cieszy się ona pełną swobodą podejmowania decyzji (w ramach pewnych zewnętrznych okoliczności brzegowych) i podejmując je, nie musi brać pod uwagę okoliczności narzucanych czyjąś wolą.

W przeciwieństwie do wolności negatywnej rozumianej najczęściej jako wolność od zewnętrznych ograniczeń, wolność pozytywna jest tzw. wolnością do. Koncepcja ta polega na rozwinięciu tkwiącego w wolności potencjału odpowiedzialności i wielkości człowieka. “Wolność do” jest nieodłącznym przeciwieństwem “wolności od” - jest ona potencjałem rozwoju tkwiącym w człowieku. W przypadku wolności politycznej, wolnością negatywną może być np. wolność od tyranii czy satrapii, zaś odpowiadającą jej wolnością pozytywną - wolność tworzenia własnego rządu i samodzielnego władania (jako brania odpowiedzialności). Takie pary przeciwieństw są charakterystyczne dla praktycznie wszystkich przykładów wolności.

Okazało się, że praktycznie każdy akt “wolności od” związany jest z równorzędnym, lecz zwróconym w drugą stronę aktem “wolności do”. W sposób zasadniczy zmieniło to etyczną i ontologiczną pozycję człowieka w otaczającym go świecie. Pojawienie się “wolności do” umożliwiło wskazanie na twórcze i stymulujące aspekty bycia wolnym dla rozwoju własnej osobowości, czy nowych umiejętności. Klasycznym przykładem wolności w sensie pozytywnym może być aktywny udział w życiu społecznym i politycznym. Z jednej strony jest to typowa “wolność od”, z drugiej zaś - wiążąca się z nią - “wolność do”: rządzenia, samostanowienia, możliwości decydowania o swoim losie.

Jako że można założyć utożsamianie szeroko pojętego zarządzania z władzą, można także dostrzec zagrożenie jakie niesie ono ze sobą dla wolności: tak osobistej jak i zawodowej. Główną przyczyną raczej negatywnego wartościowania zarządzania pod tym kątem, jest znaczące ograniczanie przez nie wolności. Przede wszystkim chodzi tutaj o wolność w znaczeniu negatywnym (”wolność od”) - konieczność dostosowania się do zwyczajów, czy chociażby czasu pracy w danym przedsiębiorstwie (lub instytucji), co samo w sobie jest znaczącym ograniczeniem wolności. Jeżeli weźmie się pod uwagę również fakt, że ograniczenie to może być nieco bardziej subtelne (ale jednocześnie również skuteczne) np. poprzez narzucenie odpowiedniego stroju, sposobu spędzania wolnego czasu, używania odpowiedniego języka itp., zarządzanie okaże się działaniem znacząco ograniczającym wolność.

Podobnie jak w przypadku klasycznej władzy (np. politycznej), w gestii osoby zarządzającej znajduje się odpowiedni arsenał środków o charakterze środków przymusu. Przełożony może wywierać na podwładnych wpływ poprzez np. “rozwiązania siłowe”, takie jak ograniczenie wysokości zarobków, zagrożenie utratą premii, możliwość przesunięcia na inne (gorsze) stanowisko, utrudnienie awansu czy wreszcie zwolnienie z pracy.

Wynika to z przymusu, jaki wywierany jest przez bezpośrednich przełożonych “w dół”, w celu osiągnięcia wyników uznawanych za zadowalające. Przymus ten może przerodzić się w groźbę użycia siły, czego przykładem może być np. zdegradowanie pracownika bądź usunięcie go z pracy. Specyficzną formą przymusu zewnętrznego, znacznie ograniczającą wolność poszczególnych osób, jest system ich nagradzania. Często zdarza się, że jest to ukryta i zawoalowana metoda wywierania dodatkowego nacisku - szczególnie dobrze widoczne jest to w tzw. zarządzaniu przez cele, gdzie nadrzędnym w stosunku do ludzi celem jest efekt pracy. Ze smutkiem należy stwierdzić, iż w zdecydowanej większości podręczników do zarządzania zwraca się szczególną uwagę na taki właśnie system zarządzania pracownikami oraz ich nagradzania. Z jednej strony jest to działanie słusznie opierające się na zasadzie proporcjonalnego do nakładów pracy udziałów w zyskach (gratyfikacjach finansowych), z drugiej jednak, jeżeli pracownicy będą tego świadomi, może prowadzić to do sytuacji powstawania w ich wnętrzach specyficznego rodzaju wewnętrznego przymusu i dodatkowego ograniczania i tak już ograniczonej wolności. Zachodzi więc tutaj dość zasadniczej natury konflikt w ramach zasady wolności i zasad wynagradzania.

Warto także zwrócić uwagę, że również negatywnie można postrzegać w tej perspektywie słuszny skądinąd system wynagradzania opierający się na wkładzie pracy danej osoby. Poprzez takie działanie również dochodzi do ograniczania wolności, ponieważ osoba wykonująca dane zadanie z obawy przed ograniczeniem jej zarobków, czy zmniejszeniem innych świadczeń, może wykonywać pewne czynności wbrew sobie. Jest to zresztą zjawisko wyjątkowo częste, szczególnie tam, gdzie istnieje wysoka stopa bezrobocia i pracownicy godzą się na wyjątkowo duże ograniczenia własnej wolności w celu utrzymania pracy i umożliwienia funkcjonowania rodzinie.

Omówione wyżej przykłady wskazują na negatywną rolę szeroko rozumianego procesu zarządzania. Jak jednak zaznaczono wyżej, koncepcja wolności negatywnej wiąże się z koncepcją wolności pozytywnej. W tym wypadku może dojść do sytuacji, w której wprowadzenie sui generis przymusu doprowadzi do powstania wartości pozytywnych. Najczęściej jest to związane z awansem intelektualnym jednostki, poprzez przymuszenie jej do wykonania czynności, które w innych warunkach nie zostałyby wykonane. Doskonałym przykładem jest tutaj system edukacji, tak na szczeblu podstawowym jak i na każdym innym - zarządzający (w postaci nauczyciela, profesora, wykładowcy czy “Mistrza”) poprzez narzucanie podwładnemu (uczniowi, studentowi, słuchaczowi) pewnych celów i egzekwowanie ich wykonywania sprawia, że ten ostatni musi podjąć wysiłek ich realizacji, a przez to może pokonać własną słabość i wspiąć się na wyższy poziom rozwoju (np. poznać wiedzę dotychczas mu nieznaną). W efekcie przekracza on bariery własnych możliwości i wyznacza sobie nowe cele przez które może (chociaż nie musi) stać się lepszym i bardziej wartościowym człowiekiem.

W przypadku zarządzania wydaje się, że można mówić o nim jako o działaniu stawiającym przed ludźmi dwa rodzaje wolności. Wolnością pozytywną jest tutaj z pewnością możliwość samorozwoju, samorealizacji, samospełnienia. Działania te byłyby często niemożliwe, bez elementu przymusu czy kontroli ze strony władczej. Proces zarządzania staje się tym samym jednym ze sposobów rozwoju osobowości.

O świecie dawnym i obecnym

Problemy z zarządzaniem (a więc i z władzą) należą z pewnością do najstarszych problemów gnębiących ludzkość. Istniały one już znacznie wcześniej, także w społeczeństwach pierwotnych (tradycyjnych), jednak ich znaczenie było wtedy zupełnie inne.

Pamiętać należy, że najbardziej charakterystyczną cechą gospodarki pierwotnej był jej charakter, nastawiony na zaspokajanie własnych potrzeb. Pierwotne osady rolnicze czy pasterskie prowadziły gospodarkę nie w celu wymiany i osiągnięcia zysku, ale w celu zwiększenia szansy przeżycia swojej grupy, poprzez zapewnienie jej większej ilości pożywienia, lepszych schronień, lepszej jakości pokarmu, itp. Nawet jeżeli pojawiał się tutaj motyw wymiany i zysku, to nie był to “zysk” w ujęciu kapitalistycznym (a więc akumulacji dla samej siebie, w celu dalszego pomnażania majątku), ale zysk polegający na podniesieniu standardu życiowego rodziny czy grupy, a tym samym na zwiększeniu jej szansy na przeżycie. Jest to rozróżnienie charakterystyczne i świadczące o ogromnej różnicy w mentalności członków społeczeństwa pierwotnego i współczesnego.

O ile w przypadku społeczeństw dawnych zarządzanie zorientowane było na “zwiększenie” dobra grupy (społeczności), o tyle w późniejszym okresie (a także obecnie) stało się ono celem samym w sobie (aczkolwiek istnieją z pewnością jednostki podejmujące tę misję z innych pobudek).

Zasadnicza różnica jaka powstaje tutaj między światem dawnym i obecnym polega na odmiennym podejściu do człowieka. Jeżeli weźmie się pod uwagę chociażby pierwotne znaczenie słowa “ekonomia” to okaże się, że obrazuje ono antropopochodną strukturę świata. W języku greckim oikos oznaczało dom, nemo zaś - zarządzanie i gospodarowanie. W efekcie, oikonomos był człowiekiem prowadzącym dom, zaś oikonomia była niczym innym jak gospodarowaniem i zarządzaniem domem[8]. Należy zwrócić uwagę, iż wszystkie te znaczenia mają przesłanie jak najbardziej pozytywne i przywodzą na myśl człowieka wraz z rodziną i podstawową związaną z tym strukturą - domem. Jest to jak najbardziej antropocentryczne, skoncentrowane na człowieku pojmowanie świata.

W przeciwieństwie do tego, świat współczesny odszedł od takiego postrzegania człowieka. Obecnie dominującą koncepcją jest pogoń za zyskiem i zupełnie nie liczenie się przez przedsiębiorstwa (szczególnie duże) z potrzebami i możliwościami pracowników. W efekcie prowadzi to do uprzedmiotowienia pracowników i postrzegania ich w kategoriach zdolności do wykonania jakiegoś zadania. Wydaje się, że właśnie to jest największym niebezpieczeństwem o charakterze moralnym stojącym przed zarządzaniem.

Zagrożenia

Ścisła orientacja na cele (jako jedna z najbardziej nośnych i najczęściej wykorzystywanych form zarządzania) prowadzi do braku postrzegania jednostki ludzkiej jako autonomicznego punktu odniesienia. Osoby stają się “zrelatywizowane”, w zależności od tego w jaki sposób pracują lub wykonują inne swoje zadania. W efekcie stają się one automatami wykorzystywanymi do realizacji celów danej struktury organizacyjnej. Wszystko to prowadzi do omawianego już pozbawienia jednostki wolności, a przynajmniej do znaczącego jej ograniczenia.

Poważnym problemem koniecznym do rozwiązania jest także kwestia utylitaryzmu. Zaznaczyć należy, że wszelkie przejawy etyki biznesu czy humanizacji struktur organizacji wprowadzane są w celu maksymalizacji zysku, nie zaś w celu dowartościowania pracowników, bądź też stworzenia im lepszych warunków pracy dla siebie samych. Modyfikacje polityki przedsiębiorstwa pod kątem jej dostosowania do wyzwań humanizacji w podejściu do człowieka wynikają jak najbardziej z podejścia racjonalistycznego. Po prostu bardziej opłaca się zainwestować środki we wprowadzenie bardziej “ludzkiej” struktury organizacyjnej, czy wdrożenie nowej polityki ekologicznej, niż przeznaczać je np. na kontynuację bieżącej polityki. Wszelkie dobrodziejstwa dostarczane przez takie struktury (przedsiębiorstwa) wynikają z chęci ich lepszego zaistnienia na rynku, lepszego postrzegania ich struktury, wzbudzania przez nie pozytywnego oddźwięku wśród społeczeństwa. Nic nie oddaje tego lepiej niż słowa Benjamina Franklina “(…) Obok pilności i umiaru nic tak nie przyczynia się do szybkiego awansu młodego człowieka w świecie, jak punktualność i akuratność w interesach. Dlatego też nigdy nie przetrzymuj pożyczonych pieniędzy (…), żeby przyjaciel się nie zdenerwował i nie zamknął raz na zawsze dostępu do swojego portfela (…).[9]

Jest to swoiste credo współczesnej polityki prowadzonej przez przedsiębiorstwa. Etyka w zarządzaniu po prostu popłaca i przynosi zyski, natomiast kwestią dyskusyjną pozostaje fakt, czy byłaby ona prowadzona w przypadku gdyby zysków nie przynosiła. Wydaje się jednak że nie, ponieważ celem przedsiębiorstwa jest maksymalizacja zysku, zaś w przypadku przynoszenia straty nie byłaby ona z pewnością powiększana w celu realizacji zadań o charakterze etycznym. Max Weber ujął to następująco (w odniesieniu do słów Franklina): “(…) uczciwość popłaca, gdyż zapewnia kredyt; podobnie punktualność, pracowitość, umiar - i dlatego są one cnotami. Stąd z kolei wynikałoby, że np. tam gdzie, ten sam skutek osiągałoby się przez pozory uczciwości, wystarczyłyby takie pozory (…).[10]

Odnosząc te słowa do dzisiejszego świata i problematyki etyki zarządzania, należy skonstatować ich wielką aktualność. Przeważnie nie pamięta się, że zarządzanie ma wymiar pieniężny i efektywnościowy - normy moralne pojawiają się w nim, jednak przede wszystkim jako jeden ze sposobów budowania określonego wizerunku przedsiębiorstwa. Wynika z tego brak bezinteresownego przestrzegania tych norm.

Podsumowanie

Starając się krótko podsumować przedstawione wyżej rozważania na temat etycznego przesłania zawartego w zarządzaniu, zauważyć należy, iż: po pierwsze - zarządzanie jest niewątpliwie jedną z form władzy, po drugie - w związku z tym, istnieją bardzo niejasne kryteria oceny jego efektywności, ponieważ dochodzi tutaj do powstawania bardzo wielu konfliktów, po trzecie - jego funkcje są wyjątkowo niejednoznaczne, zaś cały proces jest pełen immanentnych konfliktów. W efekcie prowadzi to do stwierdzenia moralnej nieklasyfikowalności przedmiotu zarządzania. Byłoby więc ono “poza dobrem i złem”, a zatem wydaje się że można postrzegać je w kategoriach działania i stanu tragicznego.